30 grudnia 2014

Misja kosmiczna 2015

To już jutro! Ostatni dzień tego roku. Mały toast na cześć nowego i do dzieła! To moje Top 3 najważniejszych rzeczy tego roku:

Ten rok był dla mnie spokojny, ale inny niż wszystkie, bo z trójką dzieci w domu. Już wiem, że nigdy w moim życiu takie doświadczenie się nie powtórzy. Obserwacja i wychowywanie dwóch małych Brzdąców na raz jest nieporównywalna z jednym Nicponiem. Intensywny rozwój, dużo czasu dla Nich, mniej dla siebie, ale zdecydowanie warto. Warto było wziąć dla tych uśmiechniętych (lub też drących się) buziek maksymalny czas urlopu macierzyńskiego.

Powiększenie się naszej rodziny przyspieszyło realizację marzeń. Kupiliśmy wreszcie działkę pod budowę domu w rodzinnej wsi Męża. Mieliśmy gdzie spędzać letnie weekendy dzięki temu. Wybraliśmy projekt z niemałymi dyskusjami, uzyskaliśmy pozwolenie, wstępną decyzję kredytową. Cieszymy się, ale i zdajemy sobie sprawę jakie nas czeka przedsięwzięcie! Dla nas to jak misja kosmiczna.

Co jeszcze? Matka się rozwija! Z końcem wakacji postanowiłam założyć, a w zasadzie pisać na już założonym wcześniej blogu. Idzie mi to tak jak widzicie, nie jest to tak łatwe jak się wydaje. Nie mam za bardzo co podsumowywać - bo to krótki okres blogowania :) Ale najpopularniejszymi postami 2014 były:

Podwójny poród - podwójny cud
Chodzik? Zdecydowanie NIE!
Zmieniam ciało w 10 tygodni!

Ponadto wzięłam udział w warsztatach rozwojowych o czym było tu Spełniona mama to mama na warsztatach . Wyrwały mnie z domowego kieratu i dały kopa do działania i pracy nad sobą.

A teraz postanawiam:

Zadbać o siebie, a raczej kontynuować akcję Zmieniam ciało w 10 tygodni!
Zadbać o zdrowie całej rodziny: regularny ruch i zdrowe jedzenie. Przede wszystkim Mąż tego potrzebuje, dla swojego dobra, bo już czas najwyższy mu pomóc w walce z kilogramami.


Zbudować dom. Choćby do połowy!

Zadbać o Was, czyli o czytelników. Zdobyć nowych. Zmienić chcę trochę ten dziecięcy styl bloga (mam na myśli przeładowanie emotikonami :)) na bardziej "profesjonalny". Rozwinąć tematykę, bo życie to nie tylko matkowanie na okrągło 24/7. 

Rok 2015 będzie rokiem intensywnym, na pełnych obrotach. Styczeń to ostatni miesiąc urlopu z dzieciakami. Bo w lutym mama wraca do pracy! Przewróci to życie wszystkich do góry nogami. Dostaniemy pętlę na szyję, której pragniemy - kredyt. I zaczniemy budować nasze własne miejsce na Ziemi. Będziemy patrzeć z niego na własny Kawałek Nieba. Okupione to będzie niemałym poświęceniem czasu, energii, pieniędzy. Będzie naszą Misją Kosmiczną 2015 :) Trzymajcie kciuki za nas! 

Życzę Wam wspaniałego, pięknego i owocnego roku 2015! Oraz spełnienia wszelkich postanowień, jeśli je robicie :*

27 grudnia 2014

Tak spędziliśmy Święta!

Przedstawiam Wam moją małą fotorelację świąteczną :) Nie jesteśmy mistrzami fotografii (jeszcze) ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie :) 

Najważniejszym dla mnie dniem w czasie Świąt zawsze była Wigilia. W tym roku spędziliśmy ten magiczny wieczór w domu moich rodziców. Było klimatycznie dzięki palącemu się ogniowi w kozie, żywej choince i zapachom prawdziwie tradycyjnej kolacji wigilijnej.
Ninka zachwycona żywą choinką :) Ta stożkowa bombka była ściągana ze sto razy - tak jej się spodobała.
Ja :) A na stole wigilijnym królowała zupa grzybowa, pierogi, kapusta, karp, dorsz, śledzie, kompot z suszu, makowiec, sernik...
...pierniczki :) i inne.
Gwiazdor zawitał do nas :) Oczywiście najprawdziwszy! Jednak Gabriel próbował to podważyć - stwierdził, że prawdziwy powinien nosić czarne buty :)
Nindżor miała do Gwiazdora duży dystans, trzymała się u boku Taty.
Za to Blancia obserwowała naszego gościa cały czas z uśmiechem i zafascynowaniem w oczach :)
Gabriel uradowany skakał z prezentami :)
Następnego dnia wróciliśmy do domu, oczywiście objedzeni co niemiara... Niewyspani, bo nie ma to jak oglądać z bratem i bratową kryminał do 2 w nocy... Gabi zmartwiony, że Mikołaj nie przyniósł mu wymarzonego Furbiego z listu - zaskoczony został po powrocie do domu gdy znalazł go pod naszą choinką :)

A maluchom wśród wielu prezentów, trafił się pluszowy bujaczko-jeździk w kształcie dinozaura! Ninka pokochała go od razu!

Drugiego dnia Świąt - Blanka i Nina u babci na kolanach wpatrzone w prababcię :)
Rodzinny spacer przy wreszcie bezwietrznej i słonecznej pogodzie. Zabrakło tylko odrobiny śniegu, by do końca poczuć ten magiczny klimat...

Po tegorocznych Świętach pozostaną miłe wspomnienia, kilogramy słodyczy jak i kilogramy we własnym ciele, choć te mamy nadzieję zrzucić. Były to pierwsze bardziej świadomie przeżywane Święta przez bliźniaczki, więc następne będą jeszcze ciekawsze i bardziej magiczne. Zaczęłam czuć coś czego wcześniej tak bardzo nie czułam podczas Świąt. Dzieci rosną i to sprawia, że marzę o naszych własnych Świętach. W naszym przyszłym domu. Powiedzieliśmy sobie z Mężem, że gdy będziemy na swoim, każda Wigilia będzie u nas. Oczami wyobraźni widzę ten nasz rodzinny stół. Choinkę pod sam sufit. Dekoracje robione wspólnie z dziećmi. Czas, który spędzimy razem ucząc nasze dzieci kolęd i wszelkich pięknych tradycji polskich Świąt. Mam nadzieję, że kiedyś się spełnią :)


19 grudnia 2014

Tradycyjna masa solna

Masa solna... Pamiętam z dzieciństwa jak czasem Mama robiła nam masę solną do zabawy i suszyła moje i mojego Brata wypociny :) A że masę wyrabia się jak ciasto, zawsze daliśmy się skusić i sprawdzaliśmy jak smakuje... Rozczarowanie było zawsze takie samo!

Popularność aniołków z masy solnej jest ostatnio bardzo duża. Możemy z powodzeniem znaleźć wiele tutoriali z instrukcją ich zrobienia. Masa jest bardzo prosta do zrobienia, a zabawa nią przyjemna nawet dla dorosłych. I nie trzeba mieć wielkiego talentu by ulepić coś ładnego :)

Przepis na masę solną:
- 1 szkl mąki pszennej
- 0,5 szkl mąki ziemniaczanej
- 1 szkl soli
- ok 3/4 szkl letniej wody
- opcjonalnie: barwnik spożywczy, kakao, cynamon, kurkuma w zależności od tego na jaki kolor chcemy zabarwić masę.

Masę wyrabiamy tak jak ciasto na pierogi :) Im dokładniej wszystkie składniki połączymy tym gładszą strukturę będą miały nasze figurki. Z gotowej masy możemy lepić co tylko nam przyjdzie do głowy. Poszczególne elementy łączymy odrobinę zwilżając je wodą w miejscu łączenia. Po zabawie, jeśli została nam niewykorzystana masa, owijamy ją szczelnie folią, najlepiej jeszcze chowamy do pudełka owiniętą i przechowujemy w lodówce. Za kilka dni ku uciesze dzieciaków możemy jej znów użyć.

My do naszej masy dodaliśmy kurkumę i cynamon - pachniało nam co najmniej orientalnie :) Polecam Wam zatem użycie cynamonu, imbiru i kakao, a nawet przyprawy piernikowej - na pewno w okresie przedświątecznym wprowadzi nam odpowiedni nastrój! Gabi był bardzo zadowolony mogąc operować foremkami do ciastek, nożykiem i... kredką by robić nią ozdobne dziurki :) Suszyłam je dwie i pól godziny w piekarniku nastawionym na 75 stopni, a potem "dochodziły" poza nim same. Po wyschnięciu naszych ozdób kolor trochę wyblakł ale i tak jest ładny, złocisto-żółty :) Polecamy każdemu! I dużemu i małemu!


W trakcie dłubaniny


Gotowe serducha na choinkę :)


Aniołek już ozdabia okno.


A to Gabisiowe serduszka <3

15 grudnia 2014

Papercraft Minecraft

Postanowiłam więcej pisać o tym jak spędzamy czas kreatywnie z dziećmi :) Gabi jest fanem gry "Minecraft" jak wiele dzieciaków w jego i starszym wieku. Gra jest bardzo prosta, przynajmniej na początku, a dla Gabiego jest po prostu wirtualnym światem klocków :) Nawet na początku nazywał ją "kwadratowym światem". I rzeczywiście wszystko opiera się na kwadracie nawet okrągły księżyc jest kwadratem...
W związku z budową owego świata papercraft jest super alternatywą dla siedzenia przed ekranem. Papercraft dla dzieci to nic innego jak wycinanie i sklejanie sześcianów, które przypominają jakieś postacie. Wyszukać w sieci można niezliczoną ilość wzorów i szablonów! Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę słowo "papercraft". Bardzo dobrze jeśli mamy możliwość wydrukowania ich na kolorowej drukarce lub jeśli są do pokolorowania :) Ja niestety mam wersję czarno-białą.
Zadanie już potem jest jasne: wycinamy szablon, zaginamy odpowiednie krawędzie i sklejamy. Pomimo, że jest to dość pracochłonne dla 5 latka pozwólmy mu by jak najwięcej zrobił sam. Starsze dzieci z powodzeniem mogą wycinać mniejsze szablony. 4 - 5 latkowi dajmy duże zajmujące całą stronę A4. Im więcej postaci i przedmiotów stworzymy tym większa zabawa potem! Można stworzyć cały papierowy, fantastyczny świat :)

Nieoceniona pomoc Taty :)



Efekt końcowy :) Ale kontynuować zamierzamy!


A tak może to wyglądać realny Minecraft przy dłuższej zabawie z papierem...

(zdj. z Internetu)

14 grudnia 2014

Spełniona mama to... Mama na warsztatach!

Niemal miesiąc temu zakończył się projekt "Spełniona mama = szczęśliwa rodzina" organizowany przez lokalne stowarzyszenie kobiet "Fanaberia". Pamiętam gdy zobaczyłam plakat na ulicy mojego miasteczka i bardzo sceptycznie do niego podeszłam... Jakieś warsztaty dla mam dzieci w wieku 0 - 3 lat? Eeee pewnie kilka godzin na sali i do domu... Po kilku dniach pan Mąż wysyła mi info o tym i mówi żebym się zapisała, bo przyda mi się wyjście z domu. Napisałam do organizatorki (zresztą bardzo przyjaznej i otwartej osoby, której nie da się nie polubić :)) i moje zdziwienie sięgnęło kosmosu!!!
Darmowe warsztaty obejmowały 2,5 miesiąca zajęć 1 - 2 razy w tygodniu! A w trakcie zajęć darmową opiekę nad dziećmi przejmował żłobek i opiekunka :) Nie wierzyłam w to, że w naszym kilkutysięcznym miasteczku takie coś jest możliwe. Zresztą, do ostatecznej liczby 10 uczestniczek trafiłam z listy rezerwowej :)
Pierwsze dwa zajęcia to taniec ludowy z panią Marzeną :) Dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, bo nie miałam z tym do czynienia nigdy wcześniej :) Nie miałyśmy co prawda panów do tańca, ale dałyśmy radę! Ludowe, kwieciste kiecki wirowały co nie miara. 
Tańce nas rozluźniły, a kolejne warsztaty pozwoliły nam się otworzyć i poznać bliżej. Coaching dla mam z Ingą był rewelacyjny. Tematyka szeroka: praca nad emocjami, aspekty finansowe, wychowywanie, motywacja, pewność siebie.... :) Inga zaproponowała nam kilka ciekawych technik w pracy nad sobą m. in. dziennik wdzięczności. Codziennie trzeba wypisać 10 rzeczy za które jestem SOBIE wdzięczna. Mnie osobiście pomógł, ale mam okresy, że o nim zapominam. Spróbujcie. Działa na pewność siebie i motywuje do działania lepiej niż typowa lista zadań :) 
Na kolejnych zajęciach tym razem z Magdą (organizatorką całego projektu) miałyśmy dużo ruchu. Nordic walking, czyli tzw spacer z kijkami :) Pokazały nam te zajęcia to, że pomimo jesiennej pogody warto się ruszać. Bardzo przyjemny ruch, angażujący całe ciało do pracy! Obiecuje, że nordic walking przestanie mi się kojarzyć z paniami po 50tce... ;) Na koniec ruch baaaaaardzo pozytywny - taniec intuicyjny :) Szaleństwo na sali!!! Pragniesz akceptacji? Proszę bardzo: tańczysz co tylko Ci ciało podpowiada w rytm muzyki, a kilka osób chodzi, tańczy wokół Ciebie i mówi z podziwem "taaaak!" "yes!" "tak!!!" :) Nieprawdopodobnie uśmiane byłyśmy podczas tego tańca! Szczęka bolała :D
Bliźniaczki dzięki tym warsztatom oczywiście skorzystały, bo się zmierzyły ze żłobkiem i całkiem dobrze im tam było! Przyda się nam to doświadczenie, bo od lutego tam trafią gdy wrócę do pracy.
Na koniec Magda dostała od nas w podziękowaniu należny tort. Dzięki takim osobom jak ona są możliwe takie projekty! Zdobycie dofinansowania do tych warsztatów i w ogóle zorganizowanie ich było nie lada sztuką! Dziękujemy z całego serducha :*
Zintegrowałam się z 9 mamami, co zaowocowało już niedawną kawką w siedzibie Fanaberii :) Mamy nadzieję się jeszcze widywać i wymieniać doświadczeniami. A pod koniec projektu, tak z rozpędu zapisałam się do owego stowarzyszenia :) Nie udzielałam się społecznie wcześniej, ale stwierdziłam, że nigdy nie jest za późno!
Drogie mamy (i nie tylko!) rozglądajcie się po okolicy, czy nie ma wokół Was podobnych projektów. A jeśli nie ma, spróbujcie zorganizować - na prawdę warto!


Taniec pełen śmiechu :)
(fot. Magdalena Lamentowicz)


Na ludowo ;)
(fot. Agata Basińska-Zych)


Kijki też musiały odpocząć po naszym walkingu :)
(fot. Magdalena Lamentowicz) 

5 grudnia 2014

Zmieniam ciało w 10 tygodni!

Zmienić ciało w 10 tygodni - oto wyzwanie którego się podjęłam od 1 grudnia :) Niektórzy mówią, że jestem chuda i niczego mi nie brakuje. Owszem, gruba nie jestem :) Niezdrowej chudości też sobą nie reprezentuję. Lecz czy faktycznie niczego mi nie brakuje? Po drugiej ciąży (wypasionej ciąży bliźniaczej zaznaczmy to :)) moje ciało na prawdę się zmieniło. Cellulit jakże ukochał moje uda i pośladki. Otulał je swoją miłością zawsze, ale teraz znacznie przesadził! Skóra straciła jędrność... Nawet moje bezcyckowie (miseczka rozmiaru B czasem wychodzi za luźna, więc o jakich cyckach tu mówić :P) po karmieniu opadło. Oponka jest a jakże by inaczej mogło być po ciąży. Oponka, krępująca zwłaszcza przy dopasowanych ciuchach. To ponarzekałam :) A teraz do roboty!! Plan działania opracowałam:

- Ćwiczenia 5-6 razy w tygodniu.
- Na pierwszy ogień i na "rozbujanie" swojej kondycji rowerek stacjonarny 30 minut przez 4 dni. Posiadam ten: http://www.arkus.sklep.pl/rower-magnetyczny-york-c202-nowy-p-21.html
- Potem włączam już Ewę Chodakowską i zaczyna się ciężka praca :) https://www.youtube.com/watch?v=7ox61vrNmto 


- Mój grafik treningowy wygląda tak:
4 dni treningu i jeden dzień przerwy. Znów 4 dni treningu i jeden dzień przerwy itd. W bardziej popularny sposób, czyli 6 dni treningu i jeden dzień przerwy na pewno nie dałabym rady. Już trochę siebie znam ;) Tym sposobem 4/1 wyszło mi 5 lub 6 treningów na tydzień, zależy w jakie dni co wypadnie. Żeby się przypadkiem nie pomylić zaplanowałam to sobie w kalendarzu google.
- Waga nie ma żadnego znaczenia: chodzi mi o uzyskanie ładnej sylwetki, nie schudnięcie! Będę robić zdjęcia, by mam nadzieję widzieć zmiany :)

Za mną już cztery pierwsze dni z rowerkiem stacjonarnym :) Dziś dzień przerwy, a od jutra wieczorami powyższy film Ewy :D Mam nadzieję, że tym razem wytrwam w swoim postanowieniu. Za mną już kilka prób regularnych ćwiczeń, które niestety kończyły się po dwóch tygodniach... Teraz się nie dam i wrócę w końcu do formy! Kto dołącza? 

28 listopada 2014

Chodzik? Zdecydowanie NIE!

Trójca moich wspaniałych dzieci już chodzi. Jedno co prawda od pięciu lat prawie ;) Bliźniaczki dreptać zaczęły gdy skończyły 13 miesięcy. Niedawno byliśmy na spacerze w lesie i Nina za rączkę bardzo chciała chodzić. Tak się nam dziewczyna rozpędziła, że do wózka nie chciała wrócić za Chiny ludowe! :) Zaliczyła swój pierwszy kilometr. Blanka jeszcze tak niepewnie stawia kroczki, ale niedługo dogoni siostrę.
Wszystko to moje dzieci osiągnęły bez pomocy wg mnie zupełnie niepotrzebnego sprzętu jakim jest chodzik. Wiem, że to jest temat kontrowersyjny, wywołuje emocje wśród rodziców niemałe. Moje zdanie na ten temat zawsze było takie samo. Chodzikom mówię NIE. A wkurza mnie już szczególnie uzasadnianie nieszkodliwości chodzików zdaniem: "Ja chodziłam, nic mi nie jest" albo "Czwórkę dzieci wychowałam, używały chodzika i jakoś nic im nie jest". Może akurat tym nie, ale innym już tak.
Zawsze uważałam, że malutkie dzieci aby prawidłowo się rozwijać potrzebują wolnej przestrzeni. Żadne moje dziecko nie miało nawet leżaczka - bujaczka. Gdyby się nad tym zastanowić, to nasze babcie jakoś obyły się bez chodzika. Wynalazku wymuszającego u dziecka pewną pozycję, która jest wręcz nienaturalna. Maluch posadzony w takim wynalazku rozleniwia się w pewien sposób. Przestaje ćwiczyć równowagę, bo nie musi. Nieprawidłowo ocenia odległość. Posadzone zbyt wcześnie nie chce raczkować. Nie będę już wymieniać nawet wad postawy czy koślawienia stópek. Wiele artykułów na ten temat napisano. Rehabilitantka Niny (Nina miała lekko wzmożone napięcie mięśniowe) również całkowicie odradzała wsadzanie dziecka do chodzika. Wsadzając dziecko w to ustrojstwo sami ograniczamy mu bodźce potrzebne do rozwoju w tym kluczowym okresie. Zabawki i melodyjki przy chodzikach nie są bodźcem! To tylko dodatek, który ma nas skusić na dany model chodzika.
Moim dzieciom dałam wolność. Co nie znaczy, że uważam chodziki za więzienie :) Chodzi o to, że jedynym ograniczeniem ich poruszania się była (jeszcze jest:)) bramka zamykająca drogę do kuchni i jakieś poduchy np na tapczanie. Całą podłogę miały dla siebie. Mata edukacyjna, zabawki różnego rodzaju, koce, meble pomogły we wspinaniu i podnoszeniu. Owszem, gdy zaczęły same stawać na nóżki trzeba było bardziej uważać, mieć czasem refleks jak ninja gdy jedna się wywracała. Ale czy to jest powód by dziecko miało chodzik? Bym miała spokój? By było bezpieczniej? Wolę skakać jak ninja. Nauka chodzenia nie trwa wiecznie, u nas około trzy miesiące. Bez siniaków się nie obyło, to jasne. A stare przysłowe: "jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz" pasowało do moich dzieci jak ulał. Dziecko "chodzące" w chodziku porusza się migiem tam gdzie chce, nie musi się męczyć. Moim zdaniem lepiej dla dziecka, gdy się pomęczy, gdy musi unieść pupcię, odepchnąć się nóżkami, przypełzać do swojego celu, którym może być np. piłka starszego brata :) Dużo radości nam sprawiało obserwowanie tego jakie dzieci potrafią być uparte. Coraz bardziej samodzielne, chętne, ciekawe... Dzieci chodzików nie potrzebują do niczego. To tylko rodzice czasem myślą, że bez nich nie da się obyć. Zastąpmy chodziki pchaczami, jeździkami przy których dziecko ćwiczy faktyczne chodzenie. 



17 listopada 2014

Ach ta jesień...

Już minęły Zaduszki... Dzień Niepodległości też za nami. Dla mnie właśnie zakończyła się ta najlepsza część jesieni. Jesieni, której owoce możemy zbierać i cieszyć się nimi. Gdzie nie spojrzeć kolorowe liście... Trawa zmieniająca się w puchate witki... Nadal uparcie świecące między nimi słońce, las pachnący grzybami. Dzieci robiące korale z jarzębiny. Przygotowywanie przetworów. Mmm, gdyby się dało uchwycić aromat smażących się powideł. Kasztany... Dotykanie ich gładkiej skórki przywodzące wspomnienia z dzieciństwa. Piękny czas, a w tym roku wyjątkowo słoneczny i ciepły.W weekendy zwykle spacerowaliśmy po okolicach naszego przyszłego miejsca zamieszkania :) Mnóstwo grzybów, jeżyn i pięknych widoków... Teraz, gdy na drzewach już niemal nie ma liści, mgły spowijają okolice, dzieci zaczną wyczekiwać śniegu, a wieczór wita już około 16:00... Ech. Nie lubię tego okresu, ale za to poprzedza on piękny okres oczekiwania na Święta, który mną zawładnie po 6 grudnia :) Ale zostańmy chwile przy wczesnej jesieni:


Zapach smażonych powideł... mmm! Teraz naleśniki z nimi są przepyszne :)


Gabriel nawleka jarzębinę.


Spacery na wsi z całymi jej urokami. Nina przywitała się z krówką.


Zabawy na tle zmieniających kolor liści... Póki ziemia nie za zimna, cała trójca w piaskownicy i coraz częściej poza nią jak widać :)


Grzyby z lasu w pobliżu którego w przyszłości zamieszkamy :)


Pierwszy raz w życiu robiłam grzybki marynowane :)


Złote liście


Jeszcze odrobina ruchu na boisku :)




24 października 2014

Zasypiaj spokojnie...

Ty zmęczona po zabieganym dniu z dziećmi, on po całym dniu pracy siadacie do wspólnego stołu. Kolacje zakłóca biegający jeszcze maluch, drugi już płaczący ze zmęczenia, kolejny marudzi przy stole... Podnosisz na nie głos. Po kolacji dzieci kładziesz do snu. Zmęczona, poddenerwowana bałaganem, wszczynasz kłótnię z mężem. Kłótnie o jakąś nieistotną pierdołę, która powoduje, że on idzie sobie pograć a Ty czytasz książkę w drugim pokoju... A chcieliście razem obejrzeć film. Kładziesz się spać z fochem albo z wyrzutami sumienia... Zasypiasz. On przychodzi po chwili i po prostu kładzie się obok zasmucony... Śpi.
Wyobraź sobie, że rano otwierasz oczy, a tam nieopisana, czarna otchłań, pustka, głucha cisza, jakiej nigdy nie słyszałaś. Nie żyjesz. Nie ma Cię. Jesteś tylko jakąś bezcielesną, ulotną postacią. Twój głos nie powie już nigdy: "Kochanie, przepraszam. Nie kłóćmy się. Kocham Cię."
Każdy widz TVN kojarzył Darka Kmiecika, znanego dziennikarza. Jego nagła, przedwczesna śmierć była szokiem. Śmierć zabierająca z tego świata również jego żonę i dwuletniego syna... Stara prawda mówi, że nie znamy dnia ani godziny. Nie wiemy czy nie spadnie nam przysłowiowa cegła na głowę po wyjściu z domu. Dlatego wybaczajmy sobie, bądźmy cierpliwi, mówmy o swoich uczuciach, nie traćmy sił na niepotrzebne kłótnie. Nie kładźmy się spać w niezgodzie... Mówmy często: kocham Cię. Celebrujmy nawet krótkie chwile z najważniejszymi osobami w naszym życiu. Szanujmy je ze wszystkich sił. Życzę tego sobie i Wam z całego serca.

22 października 2014

Kąpielowe love

Kąpiel wydaje się być czymś naturalnym dla nas. Normalna, powtarzająca się czynność dnia codziennego. Kojarzy się z ukojeniem na koniec dnia. Dla dzieci jest bardzo ważna, zwłaszcza tych maleńkich o czym nie jeden rodzic się przekonał. Ważna ze względu na to, że poczucie bezpieczeństwa w nowym świecie poza łonem matki budują powtarzalne rytuały.
W naszym domu rolę głównego kąpielowego od samego początku, już przy pierwszym dziecku, przejął Tata. Ja napatrzyłam się w szpitalu na kąpiące noworodki położne na neonatologii. Wiem, że nikt nigdy nie doszedłby do takiej sprawności i pewności przy myciu takiego dzieciątka jak położne w szpitalach. Tata zaczynał nieporadnie, ze strachem w oczach, ale miał bardzo pewny i opanowany chwyt. Przy każdym z trójki maluszków :) Tata - siła. Mama - delikatność. Mama za oliwkę chwytała i masowała małe ciałka. Część rytuału, który będzie już tylko moim wspomnieniem. Kąpiel dla naszych dzieci była sygnałem do snu. Poza tym muszę przyznać, że tak doskonale radził sobie mój mąż, że bliźniaczki kąpałam chyba tylko raz gdy były maleńkie! Zwyczajnie się bałam!
Dziś Ninka i Blanka mają 13 miesięcy. Kąpiel jest zabawą! I nadal z Tatą. Kochają to, a ja uwielbiam tą ich chwilę we trójkę, bo od niedawna małe razem siedzą w wanience. Chlapanie podwójne - to i radość podwójna. Rytuał kąpielowy zubożał o moje masaże a wzbogacił o mycie ząbków... Cóż dzieci rosną, niedługo wyrosną z kąpieli z Tatą. Staram się nacieszyć tymi chwilami.

A kuku!

19 października 2014

Październikowe słońce

Od samego rana dzisiaj dopisywała pogoda. Niewiarygodnie ciepła. Poranne słońce i niebieskie niebo zawsze dobrze nastawia na cały dzień zwłaszcza gdy mamy jesień. Niedziela. Pojechaliśmy po śniadaniu na naszą wieś, w której wkrótce będziemy się budować.
Wzięłam się za jesienne porządki w samochodzie, odkurzanie, wycieranie... Zwykle nie lubię tego robić, ale dziś szło mi to lekko i sprawnie!
W międzyczasie na naszej działce mąż gościł słodkiego szczeniaczka swojej ciotki. Jednego z szóstki słodkich kundelków. Czyżby nowy mieszkaniec działki? Nie wiem czy się na to zdobędziemy... Mamy w tej chwili strasznie mało miejsca... Ale za domem jest niewielki ogródek. I to byłby plus dla młodego psiaka. Mamy jednak kota. A kot w tej chwili jest prawie trzy razy większy od tego pieseczka :) I niestety to rodziłoby problem, bo on broni dzielnie swojego terytorium i psy ma za nic. Niestety zanim się wybudujemy minie sporo czasu, ale wtedy na pewno będziemy mieć psa.
Z bliźniaczkami wybrałam się na spacer jak zwykle zwiedzić okolicę. Delektowanie się tymi sielskimi widokami przyszło mi łatwiej niż zwykle. Ciepło cieszyło nas wszystkich, być może już ostatni raz w tym roku. Jesień już zaczęła się na dobre, ale lato cały czas się broni. I dobrze :) Niech trwa, w blasku słońca jesień jest piękniejsza.

Słodziak :)

Niezebrane pole kukurydzy...

A kuku!

Chmury, jakby czesane grzebieniem.

Słoneczny uśmiech :)

14 października 2014

Matka ma kryzys - twinsy zaczynają eksplorację domu!

Ostatnio ja, co niektórzy mówią ze Matka Polka, ma kryzys. Kryzys, w którym pożałowała swoich całkiem niedawnych pragnień. A mianowicie kilka miesięcy temu, zaczęłam wyczekiwać momentu, w którym moje kruszynki zejdą z maty. Momentu, w którym staną na nóżki. Az wreszcie i tego w którym zaczną chodzić. No nadjszla ta wiekopomna chwila. Wygląda to póki co na dwa, trzy kroczki i bęc na dupkę. Ale wiecie, ja nie o tym. Ja o tym, ze one stoją i wspinają się wszędzie gdzie się tylko da! Tak. Matka żałuje swych pragnień i to czasem bardzo... Zaczęło się wchodzenie na pudla z zabawkami. Do koszy z praniem, co akurat jest najzabawniejsze, kocham na to patrzeć :) Absolutnie najgorszym numero uno zostaje wspinaczka na narożnik. A za narożnikiem póleczka. Na niej laptop, ruter, papiery. Nie byle jakie, ale ważne. Gazety, kolorowanki i inne czytadła. Za polka jest parapet. Obecnie tym elementem pokoju bardzo zainteresowała się Ninka. Ostatnio omal zawalu nie dostałam. Z drugiej strony jet tez łózko w sypialni. To w jaki sposób Blanka tam wchodzi w mojej głowie sie nie mieści - będzie z niej cyrkowiec-akrobatka. Moje dzieci póki co maja się dobrze. Żyją. Z guzami można żyć, a i owszem niczego nie nauczyć się spadając albo wyrajając się w pudle pełnym zabawek. W naszym domu nie ma absolutnie miejsca na jakikolwiek kojec. Gdybym wstawiła cokolwiek nie byłoby przejścia. Jest tylko bramka broniąca wejścia do kuchni. I koniec końców, jestem zmuszona z nimi siedzieć, bawić się, pilnować, sto razy mówić "nie wolno". Ostatnio do śniadania podchodziłam cztery razy. Poddałam się i teraz jem jak maja czas drzemki. Jedzenie w stresie szkodzi zdrowiu. Kawa stygnie po wypiciu 1/3 zawartości. Mikrofalówka ratuje moja poranna kawę :) Kochana niezastąpiona w kuchni! Dodatkowo, ja głupia myślałam ze zajmą się sobą, to będzie lepiej. I owszem się zajmują sobą! Nie wyobrażacie sobie jak bardzo... Jedna chodzi za druga czyt. jedna włazi na narożnik, a druga w ślad za nią. Twixy coraz mniej lubią siedzieć w krzesełkach, wiec i to odpada bym mogła odsapnąć lub cokolwiek zrobić. Gdy przychodzi ich drzemka... Mam dość a to nie polowa dnia! Max godzina. Ech! Gdyby nie ich starszy brat, który czasem się z nimi pobawi. Gdyby nie Tata wracający z pracy i je pilnujący to wywieźliby mnie w końcu w kaftanie :) Kto ma male, nieruchliwe dzieci ten się jeszcze nudzi ;) Drogie Matki, cieszcie się tym, bo szybko to minie! 
Ninka w misce :)

16 września 2014

Roczek!

Impreza z okazji Pierwszych Urodzin Blanki i Niny odbyła się w domu moich rodziców. Wszystko ze względu na chroniczny brak miejsca w naszym domu :( W przygotowaniach bardzo pomogła mi mama. Na szczęście, bo ona jest dobra w robieniu mięsa i tradycyjnego bigosu. Przyjechaliśmy wcześniej, dzieciaki się wylatały na dworze, a nawet zaliczyły drzemkę, chyba po to by nabrać sił dla gości :)


Ziuuuum! Jedziemy z kuzynem :)


Samochód załadowany! Ruszamy! Gabi prowadzi :)


Mamuśka usypia dziewczynki (przy okazji wyrównuje trawnik :P)


Na stole coraz piękniej! Oprócz tych pięknych wiejskich kwiatów, nie zabrakło baloników.


Dwa torty dla każdej z osobna. Długo się zastanawiałam w cukierni jaki tort i czy jeden to aby na pewno będzie odpowiedni? Nie! Przecież to dwie różne osóbki i mają swoje najważniejsze, bo pierwsze urodzinki :) Musiało być zatem wyjątkowo!


Babcia wyjęła dla nas plastikowe miseczki. Jak przystało na wielkie święto, pozwoliłam się im delektować samodzielnie. Tort smakował bardzo! Wszystko inne też smaczne: babeczki marchewkowe z tego przepisu zrobiły furorę!




Mmmmm! Pysne!



Czas na prezenty!!!


A to utwór wierszowany o moich córkach od ich babci. Zawiera samą prawdę:

Zaledwie rok temu przyszły na świat
Nie zapomina się tak ważnych dat
08 września 2013 roku
Każdy miał obie bliźniaczki na oku
Zachwycona jest nimi cała rodzina
Na imię dostały Blanka i Nina
Małe bliźniaczki, a dwa różne światy
Nina córunia mamy,a Blanka córcia taty.

Nindżor wszędzie wejdzie, dobra każda pora
Ostatnio zaliczyła stolik od telewizora!
Trzeba zasłużyć na uśmiech Niny
Lecz kiedy już się śmieje, to robi śmieszne miny.

Blanka łobuzerski ma uśmiech od nocy do rana
Jest naszą śmieszką, bo wciąż jest roześmiana
Z uśmiechem do ludzi nigdy nie zwleka
Gdy jest taka potrzeba to cierpliwie czeka.

Na koniec wszyscy goście dostali od nas na pamiątkę najładniejsze zdjęcia z sesji w studio. Było tak miło, zabawnie, pogoda dopisywała, ze zupełnie zapomnieliśmy o tradycyjnym wyborze roczniaka: kasa, kieliszek, różaniec, czy książka... Tradycyjna wróżba, ale czy potrzebna? Widocznie nie to jest w tym szczególnym dniu najważniejsze :) Ja moim ukochanym córkom życzę samych pięknych chwil i jak najdłuższego, szczęśliwego dzieciństwa. Żeby żyły w zgodzie i zawsze się kochały i wspierały. By były indywidualnościami, każda sobą, lecz by przy tym nigdy nie straciły tej magicznej bliźniaczej więzi, która ich łączy. Kocham je ponad życie.