22 września 2015

Wyzwanie na 100 dni

Dziś 22 września.
Dzień bez samochodu.
Ostatni dzień lata.
Do końca roku pozostało 100 dni.

Co można zrobić w ciągu 100 dni?
Wyzwanie Chodakowskiej.
Można schudnąć i w sylwestra mieścić się w wymarzoną sukienkę.
Dbać o włosy w określony sposób.
Zmienić swoje nawyki, rzucić nałogi. A nawet kilka, bo podobno 21 dni wystarczy by zmienić swój nawyk. Tylko problem w tym, że jak się jeden dzień z 21 opuści, to trzeba zaczynać od nowa.
Nie warto czekać na nowy rok. Dla niektórych ten już się kończy, przecież za chwilę pójdziemy na cmentarze, Mikołajki, Święta i koniec, jak to mówią. Istnieją wyzwania 30 dniowe, 60 dniowe... Można je zaczynać kiedykolwiek. Nie od poniedziałku, od 1 czy od nowego roku. 100 dniowe wyzwanie przednoworoczne, tak dla sprawdzenia się, bez niepotrzebnych spin, presji nowego roku, presji bycia perfekcyjną.

Będę ćwiczyć. Mam bieganie, rowerek stacjonarny i Mel B. Tym razem nie narzucę sobie sztywnego harmonogramu. Przy obecnym trybie życia nie dam rady włożyć w ramy swojej aktywności. W myśl zasady, że ruch to zdrowie, będę się ruszać, ale tak jak mi akurat pasuje. Stwierdziłam, że nie ma absolutnie żadnego sensu robić czegoś idealnie. Oczywiście trzeba dążyć do ideału, bo do tego chyba większość z nas dąży. Jednak droga do celu nie musi być idealna, zamknięta w ramy i kalendarze. Pracuję na zmiany, mam trójkę dzieci i budowę domu. Tyle ile będę w stanie wyciągnąć, tyle zrobię :) A gdyby mi nie wyszło... To zawsze od nowego roku można próbować :)

Ćwiczenia są moim głównym wyzwaniem, obok mam kilka mniejszych, do których jestem bardziej zmotywowana :) Potrzebuję jednak wsparcia w postaci kalendarza. A w zasadzie, dziennika wdzięczności. Wiem, że może Wam się kojarzyć z "Sekretem" i dziennikiem z tamtej książki jednak tu chodzi o coś zupełnie innego. W moim dzienniku wdzięczności będę dziękować Sobie. Nie Bogu, nie Mocy Wszechświata, nie Losowi za to co mi się w danym dniu przytrafiło. Bo wyzwania, które sobie stawiamy realizujemy My. One same się nie realizują! Codziennie będę dziękować Sobie za to co w danym dniu zrobiłam. Z czego jestem choć odrobinę dumna. Dziennik wdzięczności zakłada wypisanie 10 rzeczy dziennie, za które Sobie jesteśmy wdzięczni. Na początku nie jest łatwo, ale z czasem więcej rzeczy dostrzeżemy :) Stosowałam tą metodę, która działa lepiej niż planowanie sobie dnia, postanowień, listy rzeczy do zrobienia. Tu odczuwamy trochę inny rodzaj presji :) A dziękowanie Sobie motywuje i umacnia nas w postanowieniach. Spróbujcie!
Pozdrawiam i życzę owocnych 100 dni :*

19 września 2015

Wycieczka do Muzeum Rolnictwa w Szreniawie

Z wielkim opóźnieniem, ale jest! Post o naszym wyjeździe do muzeum :)

W ostatnią niedzielę wakacji postanowiłam, że wywlokę wszystkich, choćby za uszy z domu, trochę dalej niż przed niego lub budowę nowego domku. W internecie wpadła mi w oko informacja o niedzielnym wydarzeniu, którego tematem były żniwa w Muzeum Rolnictwa w Szreniawie. Mieliśmy do przemierzenia ok 40 km, w tym przejazd przez Poznań, ale warto było.

Zaskoczyło mnie na wejściu to, że dzieci aż do siódmego roku życia zwiedzają muzeum gratis. Nie zdarza się to zbyt często w Polsce. Miejsce to oferuje całkiem pokaźną ilość eksponatów. Kilkanaście tematycznych, wielkich sal oraz zagród dla zwierząt hodowlanych pozwalają dzieciom jak i dorosłym poznać historię i rozwój wsi, rzemiosła i pracy na roli jak i pierwszych maszyn rolniczych. Te ostatnie są niemałą atrakcją, a z pewnością wbudzą zachwyt i ciekawość chłopców. Wiele pojazdów, od zwykłego wozu po karoce, a sprzętów od kosy po kombajny. Dziewczynom najbardziej podobały się zwierzęta. Piszczały na widok wszelkich ptactw domowych, zwłaszcza kaczek i gęsi. Jednak pan indyk dla Blanki okazał się być przerażający! Nie brakowało też zagród pełnych większych zwierząt, jak krowy, konie czy kozy. Wszystkie dziedziny rolnictwa i przetwórstwa z nim związanego przedstawione bardzo ciekawie, nawet ja, stara już dupa, czegoś się nauczyłam.

Muzeum zajmuje dość rozległy teren, gwarantuję Wam, że w dwie godziny go nie obejdziecie! Można wypożyczyć tam wózek dla dzieci, ale nawet dwuletnie Blanka i Nina to twarde sztuki i lubią chodzić, więc daliśmy radę i bez niego. Po wycieczce można jeszcze się pobawić na placu zabaw, o ile będzie na to siła, akurat moje dzieci na to siłę mają zawsze :) Polecam Wam serdecznie to miejsce, sądzę, że się nie zawiedziecie, a Wasze dzieci wyjdą bogatsze o nową wiedzę.


Ptactwo przydomowe rządziło :D


Tato, jeszcze tutaj!



A kuku!