29 lutego 2016

Wspomaganie leczenia przeziębienia

Sezon grypowy w pełni. W tym roku już zaliczyliśmy kilka katarów, zapaleń gardła z kaszlem, ale na szczęście bez zapalenia oskrzeli. Zawsze działamy w podobny sposób żeby wspomagać leczenie zapisane przez lekarza. A i zdarza się, że obchodzimy się i bez lekarzy. Oto wymienione w punktach wspomagacze:

1. Witamina C. To chyba dla wszystkich oczywistość :) Stosujemy dawki 2-3 razy większe niż podane na opakowaniach. Zapotrzebowanie w czasie choroby jest wyższe niż na codzień.

2. Syrop z cebuli. To stara jak świat stoi receptura: pokrojona cebula, cukier, słoik i ciepłe miejsce. Ostatnio zmieniłam tą miksturę i zamiast cukru dodaje miód. Do tego wyciskam 2-3 ząbki czosnku. Można dodać wyciśnięty sok z cytryny kiedy cebula już wypuści sok. Trzymamy w lodówce i dajemy kilka razy dziennie.

3. Ziele macierzanki. Macierzanka nie jest bardzo znanym zielem, ale ma zbawienny wpływ na układ oddechowy. Pobudza rzęski płucne do pracy, działa przeciwbakteryjnie i wykrztuśnie. Bardzo ładnie pachnie i ma łagodny smak dlatego dzieci na pewno ją wypiją.

4. Syrop z owoców czarnego bzu. Oczywiście mowa o domowym syropie. Ja najczęściej dostaje go od mojej mamy. Owoce czarnego bzu zawierają mnóstwo witaminy C i wspomagają odporność. Dodajemy do herbaty lub po prostu podajemy kilka łyżeczek.

5. Jeżeli mamy inhalator możemy robić inhalacje nie dodając leków z soli fizjologicznej. Wspomaga zwłaszcza w okresie grzewczym nawilżyć drogi oddechowe, co bardzo ważne przy przeziębieniach.

6. Skoro mowa o nawilżeniu dróg oddechowych uruchamiamy nawilżacz jeśli mamy. A jeśli nie, wystarczą nawilżacze na kaloryferach, suszenie prania w domu lub rozwieszone wilgotne ręczniki w sypialni.

7. Temperatura w domu nie powinna być zbyt wysoka staram się by zwłaszcza w nocy było 21 stopni lub mniej. Wietrzę oczywiście częściej, zwłaszcza sypialnię przed snem!

8. Herbata z lipy lub rumianku. Lipa działa rozgrzewająco, jest dobra na tzw. wypocenie się.

9. Jeżeli już stosuję jakieś syropy z apteki staram się o to by były na bazie naturalnych substancji lub homeopatyczne.

10. Dbam o jakieś zajęcie w domu by dzieci na głowę nie dostały :) Nie jest łatwo, bo chorowanie sprawia, że są kłótliwe i drażliwe, ale staram się by miały np. dłuższy seans bajkowy czy tabletowy. W końcu chorowanie jakieś prawa do ulgi ma :) A gdy gorączki brak i pogoda sprzyja, spacer wskazany!

Życzymy zdrowia!





27 lutego 2016

Zentangle - sztuka relaksu

Od dawna ciągnęło mnie do rysowania i malowania, ale nigdy tej pasji nie rozwinęłam w dzieciństwie. Później uważałam to trochę za "nieprzydatną dziecinadę" tak samo zresztą traktowałam moje pisanie białych wierszy. Niedawno coś się zmieniło, natknęłam się na fotografie znajomego sprzed wielu lat. On swoją pasję rozwijał, a ja wrzuciłam w worek niepamięci. Powiedziałam do siebie w duchu wtedy: "Zobacz co można osiągnąć! Zobacz jak można się rozwinąć! A Ty dlaczego przez dziesięć lat nic nie robiłaś? Do dzieła!" I zaczęłam przerabiać jakiś kursik rysowania na YouTube. Przypadkowo trafiłam na filmik dziewczyny rysującej mandale... Oczarował mnie! Zaczęłam szukać dalej i znalazłam coś co może tworzyć na prawdę każdy: zentangle! A połączenie tych dwóch wspaniałości jest genialne w swojej prostocie.

Czym jest zentangle? To rodzaj arteterapii zastosowanej przez amerykańskich terapeutów Ricka Robertsa i Marię Thomas. Polega na rysowaniu, w pełnej koncentracji, pozornie niespójnych z sobą wzorów tzw. patterns. Wykorzystujemy je do zarysowania wydzielonych przestrzeni. Nazwa tej techniki wiele nam wyjaśnia: Zen to relaks, medytacja, skupienie... Tangle oznacza z angielskiego splątanie. I oto cała filozofia tego fenomenu: daje odprężenie umysłu! Zentangle wygląda tak efektownie, że wykorzystuje tą technikę coraz większa liczba artystów. Zaczęłam i ja, choć daleko mi do artysty ;)

Co daje mi zentangle? Przede wszystkim chwilę dla siebie! Skupienie nad rysowaniem pozwala oczyścić umysł ze zbędnych myśli - gdy bowiem rysujesz powtarzalny wzór i wkradną Ci się niechciane myśli, gwarantuje, że się pomylisz! Uczy mnie cierpliwości w oczekiwaniu na końcowy efekt. Odpręża i pozwala czuć satysfakcję z wykonanej koronkowej roboty. Podobnie jak z kolorowankami dla dorosłych, które tak ostatnio wszyscy polecają. Jednak w zentangle jesteśmy kreatorami :) I w sumie pokolorować je również można, choć ja na chwilę obecną wolę cieniowanie.

Jak zacząć? Obejrzyj kilka prac w internecie, filmik instruktażowy na YouTube i inspiruj się wzorami z otaczającej Cię rzeczywistości. Weź kartkę, cienkopis, narysuj kwiatka, dorysuj trójkąty, liście, kwadraty, fale... Zobacz co się stanie!


23 lutego 2016

Świat z koralików PYSSLA

Po ostatniej wizycie w naszym ulubionym sklepie IKEA odchudziliśmy jak zwykle portfel kupując szklanki (bo kilka nam się stłukło), korkociąg, batoniki Daim (<3) i inne "najpotrzebniejsze" rzeczy. Wśród nich znalazły się koraliki Pyssla i podkładki do ich układania.

W domu zabawa nimi na początku nie wydawała się niczym niezwykłym, ale po pierwszym połączeniu koralików żelazkiem byliśmy zafascynowani! Buszując w internecie napotkaliśmy na wiele inspirujących pomysłów na ich wykorzystanie. Rówież dorośli mogą się świetnie przy tym bawić, czego ja jestem dowodem :)

Do zabawy potrzebne są podkładki do układania korali zawierające też specjalną bibułkę do zaprasowania, żelazko (oczywiście nie dajemy go dziecku!) i pudełko zawierające chyba z milon kolorowych koralików. Wyobraźnia uruchomiona, więc przystępujemy do dzieła! Możemy tworzyć postacie z bajek, mini gry, podkładki pod kubki na kole, ozdoby wszelkiego rodzaju i kształtu niemal bez ograniczeń. Dzieci kształtują wyobraźnię, motorykę, cierpliwość, ale przede wszystkim się bawią.

23 stycznia 2016

Bananowe placuszki orkiszowe

Placki lub jak kto woli pancakes są bardzo wdzięczną potrawą. Można je zrobić z niemal dowolnych składników. W internecie jest mnóstwo wersji bananowych placków. Wykonanie ich jest banalnie proste! Jeśli mamy mocno dojrzałe banany, będą do tego idealne :)

Składniki na ok 12 placuszków:

- 3 małe mocno dojrzałe banany
- 2 jajka
- odrobina mleka lub jogurtu naturalnego (niekoniecznie)
- 6-7 łyżek mąki orkiszowej
- płaska łyżeczka sody
- łyżka miodu (niekoniecznie)
- pół łyżeczki cynamonu

Banany rozgniatamy na miazgę, dodajemy dwa jajka i mleko, dobrze mieszamy. Następnie dodajemy składniki suche, mieszamy do uzyskania konsystencji gęstego ciasta naleśnikowego. W zależności od wielkości bananów i jajek ilość mąki do dosypania może się zwiększyć. Smażymy na oleju lub maśle klarowanym, podczas smażenia uzyskują ciemnobrązowy kolor. Smacznego!

22 stycznia 2016

Uciekam.

Jestem matką trójki dzieci, żoną, pracuję na etacie, buduję dom. Udzielam się w stowarzyszeniu, próbuję (bo o poważnym prowadzeniu nie mogę mówić) prowadzić bloga. Wyliczanka miliona zajęć okołodomowych, okołoetatowych, a zwłaszcza okołodzieciowych nie ma sensu. Każda kobieta choć w połowie ma tyle na głowie co ja, więc może sobie to wyobrazić. W ogromnym skrócie ujmę to tak: doba jest dla mnie za krótka.
Czasem człowiek wrzucony w tydzień wypełniony po brzegi obowiązkami, czuje się jak wrzucony do jakiegoś młynka. Ja często w tym młynku się gubię, zapominam jaki mamy aktualny dzień tygodnia.
Praca dom. Dom praca. Typowy schemat* Wyjaśniam: *schemat - nie dotyczy matek z dziećmi. Chciałabym by był to schemat, utarty plan dnia, kierat, szara codzienność, nuda... Ale nie jest! Nie można tego tak nazwać. Codziennie coś się dzieje. Codziennie coś zaskakuje, wytrąca z równowagi, nie jest zgodne z planem. Nie jest zgodne z planem kiedy Nina walnie klocka w gatki przed pójściem do żłobka. I trzeba ją ubrać inaczej niż Blankę. Nie jest zgodne z planem kiedy Starszak o drugiej w nocy wychyla się z antresoli i haftuje na łóżko na dole. Wkurzasz się, gdy orientujesz się, że spałaś nieumyta w ciuchach, bo padłaś jak kawka. Wytrąca z równowagi pralka, która wali jakimś komunikatem do Ciebie i pika "pipip!", a Ty chcesz wyprać sobie jeansy, bo już nie masz czystych na jutro. Ona znowu pika "pipip"... Wkurza niemiłosiernie brak w sklepie jakiegoś warzywa do obiadu, który sobie zaplanowałaś, a nie masz czasu biegać po innych sklepach na osiedlu. I w dodatku orientujesz się podczas tego biegu, że nie wyczyściłaś sobie butów po niedzielnym spacerze na wsi, przecież wszyscy cały dzień to widzieli! Dość! Mówię sobie: mam dosyć. Chcę uciec gdzieś gdzie mnie nie znajdą. Może zapomną o mnie. Albo przekonają się, że nie tak łatwo być matką. Wyobrażam sobie siebie wolną. Siebie jako bezdzietną singielkę, zarabiającą tylko na swoje cztery litery. Mieszkającą w mini mieszkanku wyjętym wprost z Ikei. Mającą czas na swoje pasje, książki, studia... A czasem jako wolną podróżniczkę, poznającą dalekowschodnie kraje, praktyki i diety. Nieraz miałam ochotę trzasnąć drzwiami, wsiąść do samochodu i przejechać się na drugi koniec Polski... Nie sądzę bym była jedyną tak wyrodną matką. Tak myślącą czasem o swojej rodzinie. Jestem tylko człowiekiem, nie supermenką. Kocham moją rodzinę ponad wszystko. I gdy głęboko gdzieś we mnie gotuje się, czuję nieodpartą złość lub tracę chęć na to wszystko, wiem, że to chwilowa niemoc.
Chęć ucieczki mija jakimś niewysłowionym cudem. Cudem, kiedy wszyscy w domu zasypiają, cudem jakiegoś momentu wyłapanego dzięki temu dla siebie. Już nie uciekam, zostaję na miejscu, przecież to najważniejsze miejsce na ziemi. Jutro znów powtórzę schemat.

14 stycznia 2016

List do syna na siódme urodziny.

W najprostszych słowach...

Drogi Gabrielu!
Chciałabym opowiedzieć Ci jak to z Tobą było na samym początku. Nie wiem, czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym skąd się wziąłeś, w każdym bądź razie, Twój trop jest dobry - z brzuszka mamy. Jednak musisz wiedzieć i to jest najważniejsze, że nie pojawiłbyś się w brzuszku mamy gdyby nie miłość. Miłość mamy i taty. Nasza miłość była tak silna, że postanowiliśmy się nią podzielić z kimś ważnym. Wtedy pojawiłeś się w brzuszku mamy jako maleńka kropeczka. Zacząłeś rosnąć i dałeś nam o sobie znać. Bardzo nas uszczęśliwiłeś tego dnia gdy dowiedzieliśmy się o tym, że tam jesteś, pod moim sercem i się rozwijasz.
Czekaliśmy na Ciebie, mój brzuszek rósł, a Ty rosłeś w środku. Razem z Tobą rosło nasze poczucie szczęścia. Czekaliśmy długie miesiące, ale Tobie się nie spieszyło by wyjść i ujrzeć świat na zewnątrz. Przygotowywaliśmy się na Twoje przyjście. Głaskaliśmy Cię przez brzuszek i mówiliśmy do Ciebie. Wszystko słyszałeś, słyszałeś też cały ten czas bicie mojego serca. W końcu przyszedł ten zimowy wieczór, a właściwie noc, podczas której Cię urodziłam.
Jak wiesz, urodziłeś się w szpitalu. Trwało to kilka godzin, podczas których Ty i ja przeżywaliśmy ogromny stres. Tata był obok i nam bardzo kibicował, żeby wszystko szło dobrze. Poród strasznie bolał zarówno mnie jak i Ciebie, tak strasznie, że ma się wrażenie jakby się umierało... Ale ten ból to ból życia. Narodziło się nowe życie, czyli Ty. Płakałeś, ale to był bardzo dobry znak. Lekarze położyli mi Cię na piersi i zaraz się uspokoiłeś. Spojrzałam na Ciebie i w tym samym momencie poczułam największą miłość na świecie.  Obdarzyłam Cię nią, tak samo tata. Byłeś taki maleńki, niemal jak laleczki Twoich sióstr. Byłeś całkiem bezbronny, dużo płakałeś i spałeś. Wpatrywaliśmy się w Ciebie jak w obrazek. Zaczęło się Twoje życie, a moje i taty bardzo się zmieniło. Ten dzień był tak ważny, że zmienił już na zawsze każdy następny dzień mojego życia.
Minęło już siedem lat. Ja i tata nadal kochamy Cię tak mocno jak tamtego dnia. I nigdy nie przestaniemy.

9 stycznia 2016

DIY: Karmnik dla ptaków

Ostatnio zimy nie bywają mocno mroźne i śnieżne, jednak kilka dni mrozów pod rząd wystarcza, by ptaki miały problem ze znalezieniem pożywienia. Ostatnio zasypało nas puchową pierzynką, więc postanowiłam zrobić karmnik dla naszych małych przyjaciół z tego co posiadam w domu. Nastąpił więc ekologiczny recykling! Karmniki można zrobić na prawdę na wiele różnych sposobów, nie musi być to klasyczny karmnik z drewna, by ptaki zechciały z niego korzystać. Do mojego karmnika potrzebne będą:

- sznurek
- 2 nieduże puszki po np. kukurydzy
- 2 plastikowe podstawki pod doniczki
- urządzenie, którym można zrobić dziurki (dremel) lub wiertarka lub niezawodna śrubka i młotek :)
- nożyczki
- mocna taśma
- coś czym można ozdobić gotowy karmnik

Wykonanie karmnika jest na prawdę bardzo proste i nie wymaga dużych umiejętności technicznych. Najpierw robimy dremelem (lub czymkolwiek innym) dziurki po środku dna dwóch podstawków i dwóch puszek. Następnie przeciągamy sznurek przez dziurki w kolejności: podstawka - puszka - puszka - podstawka. Zawiązujemy pętelki na dole i na górze. Puszki dla wzmocnienia konstrukcji łączymy mocną taśmą lub plastrem. Na koniec ozdabiamy dowolnie. Ja użyłam bibuły, sznurka i wstążek oderwanych od niepotrzebnych torebek po prezentach. Gotowe! 
Pamiętajmy: ptaków nie karmimy w innych porach roku niż zima oraz nie używamy do tego okruchów pieczywa! Najlepsze są oleiste ziarna lub mieszanka ze sklepu zoologicznego. Miłego obserwowania ptaków!




3 stycznia 2016

Noworoczna motywacja!

Kochani! Rok minął szybciuteńko, prawda? Jak to zwykle zresztą bywa, nim się nie obejrzymy mija. Nadchodzi Nowy. I to w Nowym zawsze pokładamy swe nadzieje. Bo Nowy będzie lepszy, zrobię więcej, zmienię więcej, zarobię więcej itp. Też na to cierpię. Jeśli ktoś z Was nie cierpi na tą przypadłość związaną z Nowym i żyje dniem codziennym, tylko tu i teraz, to zazdroszczę! :) Staram się żyć tu i teraz. Być obecna w teraźniejszości coraz mocniej. Jednak ciężko nie myśleć o przyszłości. Nie planować choć odrobinę swego życia. Bez tego nie moglibyśmy dążyć do doskonałości, a większość z nas dąży w mniejszym lub większym stopniu.

W tym roku nic nie podsumowuję tym razem :) Rok 2015 był ciężki, pracowity, wyczerpujący, ale nie bezcelowo. I tyle w temacie. A jaki będzie 2016? Oczywiście lepszy!

Postanawiam:
1. Odżywiać się zdrowo. Dążyć do diety paleo. I oczywiście, nie pominąć w tym rodziny.
2. Zrobić 100 treningów. Nie ważne jakich! Nawet na FB jest takie wydarzenie, do którego dołączyłam. Odwrotu już nie ma ;)
3. Prowadzić "Dziennik wdzięczności". Poniżej opiszę jaką ma moc i dlaczego mnie motywuje.
4. Wprowadzić się do nowego domu. Po prostu ziścić to marzenie :)
5. Rozwijać nową pasję, czyli zentangle! Stronka FB: https://www.facebook.com/zentanglemind/
6. Mniej "drzeć japę" na wszystkich. Muszę nad tym ostro popracować, bo wybuchowość niestety nie wprowadza dobrej atmosfery w domu. Co gorsza, móij syn już mnie naśladuje. A tego nie chcę!
7. Setki innych rzeczy, czyli generalny rozwój samej siebie ;)

Co mnie najbardziej motywuje? Ja sama. Bo tylko ja odpowiadam za swoje życie! Pamiętajcie o tym. I wdzięczność. Trzeba być sobie wdzięcznym za to, jaką pracę się wykonuje. Wdzięcznym sobie, za każdy kroczek zbliżający do celu. Jasne, że aby coś zmienić musimy od siebie wymagać. Jednak nie tylko wymagać i być samokrytycznym. Spróbowałam kiedyś być sobie wdzięczna i prowadziłam dziennik wdzięczności. Działało. A polega to na tym, że codziennie pod koniec dnia zapisujemy 10 rzeczy, które zrobiliśmy my sami. Dla siebie lub dla innych. Sami siebie doceńmy, nie tylko krytykujmy. Początek nie jest łatwy, ale można się przyzwyczaić. Potem to bardzo motywuje. Np tak: "O rety jak mi się dzisiaj nie chce... Nie no, dziś to sobie odpuszczę... Ale jak to zrobię, jak wsiądę na rower, to będę mogła zapisać to na mojej liście! To ok, ruszam dupsko i jadę!" Dumna z siebie, że pokonałam lenistwo, mogę wieczorem dopisać to do listy. I to jest pozytywna lista, ponieważ jest tam wyszczególnione to co już zrobiłam, co osiągnęłam, co jest moją zasługą! Nie ma na tej liście miejsca na rzeczy "nieodhaczone" czy "niewypełnione".  To jest motywacja pozytywna. I działa! Przynajmniej na mnie.

Życzę Wam , drodzy tutaj zaglądający, jak i sobie spełnienia postanowień noworocznych, szczęścia, zdrowia i miłości. Do dzieła! Bo 365 dni = 365 nowych szans!

PS: Może pojawić się mały problem techniczny gdyż od paru ładnych tygodni nie mam już lapka. Wszystko idzie przez smartfona i doprawdy, nie wiem czy ogarnę przez niego bloga. Jakby coś było nie tak, piszcie w komentarzach. Dzięki!