27 sierpnia 2015

Bo szczęśliwe dziecko, to brudne dziecko!

Mija powoli lato, czas wakacji i beztroski. Beztroski przynajmniej dla naszych pociech. Pogoda sprzyja wszelkim aktywnościom przydomowym jak i trochę dalszym, z czego dzieci umieją czerpać garściami i nie popadają w nudę. Zabawa na dworze, działce czy placu zabaw zwykle zaczyna się niewinnie. Tymczasem dziecko, które wypuściliśmy z domu rano, po kilku godzinach może się zmienić nie do poznania! A nie mam na myśli wcale jego nastroju, charakteru czy zachowania (choć to z pewnością jest największą dzieciową zmienną).

Moim córkom ta sztuka udaje się już po chwili od wyjścia na dwór. Niespełna dwuletnie najsłodsze dzieciaczki stają się Paniami Królestwa Brudu. Mój sześciolatek jest tylko trochę niżej w hierarchii niż siostry. Jak zostać Panem Królestwa Brudu? Iść pokulać się w piaskownicy. Spróbować zjeść kamień lub dwa. Powspinać się na drzewo, z którego cieknie żywica. Kilka razy przenieść wodę w czymkolwiek z punktu A do punktu B. A najlepiej tą wodę z czymś nieustannie mieszać. Chodzić boso. Można też iść na budowę, a tam pełna gama brudnej rozrywki. No i nie ma to jak jedzenie i picie gdzieś pomiędzy pomoczeniem sukienki a wysmarowaniem twarzy błotem. Czy coś jeszcze? Ach, tak! Można skorzystać z pomocy siostry bliźniaczki, czyli brudzenie się wzajemne. Kluczem do sukcesu jest jednak przyzwolenie na robienie powyższych rzeczy Najwyższej Instancji, czyli Rodziców.

Wiem, że co niektórzy się oburzają, kiedy to czytają. Ja pozwalam moim dzieciom na wiele, czasem może i zbyt wiele, ale podświadomie czuję, że to właściwe. Dlaczego miałabym zabraniać dziecku czegoś tylko dlatego, że może się przy tym zwyczajnie ubrudzić? Czy dziecko nie jest szczęśliwsze kiedy nie musi słuchać zrzędzenia matki typu: "nie wchodź tam, bo się ubrudzisz!", " jak ty, do licha wyglądasz?!" itp? Daję dzieciom codziennie taką wolność. To jest warunkiem koniecznym do ich prawidłowego rozwoju. Dla dziecka nie jest ważne to, czy jest brudne czy czyste, ale to, że w danej chwili błotko jest ciekawsze, że można się nim bawić w inny sposób niż piaskiem, że jest mokre i zimne, a czasem brzydko pachnie. Dziecko uczy się bawiąc, poznaje w ten sposób otaczający je świat. Brudzi się przy tym i u nas to całkiem naturalne!

Nie zabraniam brudzenia się = nie ograniczam poznawania świata.

Dziecko musi doświadczać by się czegoś nauczyć. Chodzi boso? Nadepnie na kamień, nauczy się chodzić ostrożnie. Brudzi się jedzeniem? Im częściej tym szybciej nauczy się ładnie jeść samodzielnie. Przykładów jest mnóstwo. Nie tworzyłam nigdy klosza wokół moich dzieci.

Żyjemy w XXI w. Mamy bieżącą wodę do mycia, pralkę i proszki które usuną niemal każde zabrudzenia. O co się więc denerwować? Czegoś raz na jakiś czas nie spiorą? Trudno! Przecież dzieci rosną tak szybko, że za miesiąc zapomnimy o danym ciuszku. Zostawimy na wydanie komuś mówiąc: "przyda Ci się do latania koło domu" tym samym przekazując dalej ideę szczęśliwego, brudnego dziecka. Bo według pewnej tezy dzieci dzielimy na czyste i szczęśliwe :)


Blanka - tu sama obierała i jadła truskawki :) Czyż ten buziak nie jest słodki? 


Odrobina wody... szyszki... piasek... mieszanka idealna :)


A to cała szczęśliwa Nina :) Chyba nie muszę mówić, że to Sudocrem? Na to brudzenie się jednak nie było przyzwolenia Najwyższej Instancji. To syndrom o nazwie "chwila nieuwagi" :)

5 sierpnia 2015

Zdrowe alternatywy! Cz II

W poprzednim poście, który znajdziecie tu opisałam kilka przykładów zdrowych wyborów jakich możecie dokonywać robiąc zakupy i przygotowując potrawy. W moim przypadku trudno było wprowadzić 100% zdrowego jedzenia z dnia na dzień...  Do wielu rzeczy musiałam dojrzeć. Do tego, że jestem w pełni odpowiedzialna za zdrowie swoje i dzieci również. Z tygodnia na tydzień eliminowałam z diety różne rzeczy, zaczynając oczywiście od nadmiernej ilości słodyczy, chipsów, napojów słodzonych. Oczywiście dużo mi brakuje do tego co zamierzam osiągnąć, ale jest zdecydowanie lepiej niż rok czy dwa temu. Poniżej kolejna lista zdrowych alternatyw:

1. Zwykły owocowy jogurt/deser -> jogurt naturalny. Kiedy chcę uzyskać jogurt owocowy po prostu dodaję do niego owoce. Świeże lub z dobrej jakości, a najlepiej domowej konfitury.

2. Smażenie -> pieczenie/patelnia grillowa. Zaczęłam częściej używać mojego piekarnika zwłaszcza do pieczenia ryb, co znacznie skraca "stanie przy garach". Często wrzucam do rękawa mięso, warzywa różnego rodzaju i dobrze przyprawiam, mieszam, a reszta robi się sama :) Polecam patelnie grillowe, a także woki, które pozwalają znacznie ograniczyć tłuszcz. Wiadomo przecież nie od dziś, że smażenie, zwłaszcza długie i na dużej ilości tłuszczu nie jest najzdrowsze.

3. Cukier biały -> cukier trzcinowy/stevia. Bardzo polubiłam smak cukru trzcinowego. Do stevii do końca nie mam przekonania, ale się staram. Wiem, że jeszcze innym naturalnym słodzikiem jest ksylitol, ale... cena robi swoje.

4. Lody sklepowe -> lody domowe i sorbety. Pokusa kupowania lodów na spacerach i zakupach jest olbrzymia i niestety jej ulegam, zwłaszcza teraz. Staram się jednak wypróbowywać różne przepisy na lody domowej roboty.

5. Słone przekąski -> orzechy i bakalie. Wyjątkowo ulegamy... świeżemu popcornowi. Tu przynajmniej widzę, że jest to ziarno kukurydzy :)

6. Ciastka -> Ciastka zbożowe i wafle ryżowe. Zwłaszcza dzieciom bardzo odpowiadają.

7. Kakao słodkie typu Puchatek -> kakao naturalne. To jedna z rzeczy, które zmieniłam niedawno. Wydaje się, że przygotowanie naturalnego kakao jest trudniejsze, ale to nie prawda! A żeby było słodkie, dodaję wspomniany wyżej cukier.

Poza tym, co stało się już niemal obsesyjne, czytam składy produktów. Włos się jeży! Jednak ten nawyk pozwala na wybranie lepszego produktu, a czasem nawet mniejszego zła, jeśli już zdarzy się ochota na coś nieodpowiedniego. Polecam wszystkim świadome robienie zakupów! 

A poniżej domowe lody idealne na upały! Tak proste jak to tylko możliwe: zmiksowany arbuz + zmiksowane kiwi. 100% owoców :) Dzieciom bardzo przypadły do gustu, czego dowodzi poniższy uśmiech:






3 sierpnia 2015

Sterroryzowane matki

Będąc potrójną mamą, w tym mamą bliźniaczek, nie łatwo jest nie oceniać innych matek. To nie jest tak, że ja idę przez swoją drogę wychowawczą i uważam, że ona jest jedynie słuszną i najlepszą. Nie. Nikt nie jest doskonały, a już na pewno doskonale nie wychowuje swoich latorośli. Jednak po kilku latach stykania się w różnych miejscach publicznych z mamami, a dokładniej z ich zachowaniem wobec dzieci, mogę stworzyć długą listę rzeczy jakie mnie wkurzają u innych mam. Zachowania tych matek, dodając do tego konkretne sytuacje, powodują, że z czasem mogą wychować sobie niechcący małego tyrana/terrorystę/despotę. A przynajmniej w niektórych sferach życiowych. Oto trzy przykłady jakie napotkałam podczas urlopu nad morzem, trochę z przymrużeniem oka, a trochę na poważnie.

Sterroryzowane wakacyjne matki:

Przykład 1. Dziecko trzyletnie MUSI zasypiać u mamy na rękach. W dodatku kołysane. Mało tego. MUSI być noszone na każde jego skinienie. MUSI, bo inaczej będzie bardzo niezadowolone. To jest dla Was drogie mamy, bardzo szkodliwe. Wasz kręgosłup ulega w takim wypadku uszkodzeniu. W zależności od stopnia w jaki dałyście sobie wejść na głowę... a raczej na ramiona.

Przykład 2. Dialog. Dziecko około 2,5 roku.
- Chcesz bułkę?
- Nie.
- Chcesz drożdżówkę?
- Nie.
- Ciastko może?
- Nie!
- To gumę? Chcesz?
- Tak.
Znacie to? Ja tego nie trawię. I nie dziwię się temu dziecku, że nie trawi bułki... A co jest bardziej szkodliwe dla dziecka, tak na logikę: burczenie w brzuszku przez trochę dłuższy czas czy mamba? Mamba tylko w przypadku gdyby dziecko nie jadło od trzech dni, ale to chyba się zdarza gdy ktoś zabłądzi na pustyni.

Przykład 3. Dziecko 4 letnie porusza się... w spacerówce. Dla mnie to już coś ekstremalnego! Drogie matki, czy Wasze dzieci nie mają nóg? A może przykład idzie z góry i też przejście się na 3 km spacer to dla Was udręka i wolicie zapakować tyłek w samochód? Już dwulatek potrafi przejść długie odcinki. Wiem to z autopsji. A im dłużej dziecko będzie korzystało z wózka tym większym terrorystą ds chodzenia gdziekolwiek się stanie. Tym częściej usłyszycie np w muzeum "bolą mnie nogi!" zamiast "o! Jakie to fajne mamo!".

Przykłady podejrzewam można mnożyć. Drogie sterroryzowane matki! Macie prawo odmawiać swojemu dziecku. Możecie to zrobić, tylko odpowiednio zawczasu. To jest wychowywanie. To jest stawianie granic. Gdy dziecko wejdzie Wam na głowę, w perspektywie czasu obu stronom przyniesie to niekorzyść. Celowo nie udzielam w tym poście rad. Naświetliłam tylko problem, a wnioski takich postaw musicie wyciągnąć sami :)