Mija powoli lato, czas wakacji i beztroski. Beztroski przynajmniej dla naszych pociech. Pogoda sprzyja wszelkim aktywnościom przydomowym jak i trochę dalszym, z czego dzieci umieją czerpać garściami i nie popadają w nudę. Zabawa na dworze, działce czy placu zabaw zwykle zaczyna się niewinnie. Tymczasem dziecko, które wypuściliśmy z domu rano, po kilku godzinach może się zmienić nie do poznania! A nie mam na myśli wcale jego nastroju, charakteru czy zachowania (choć to z pewnością jest największą dzieciową zmienną).
Moim córkom ta sztuka udaje się już po chwili od wyjścia na dwór. Niespełna dwuletnie najsłodsze dzieciaczki stają się Paniami Królestwa Brudu. Mój sześciolatek jest tylko trochę niżej w hierarchii niż siostry. Jak zostać Panem Królestwa Brudu? Iść pokulać się w piaskownicy. Spróbować zjeść kamień lub dwa. Powspinać się na drzewo, z którego cieknie żywica. Kilka razy przenieść wodę w czymkolwiek z punktu A do punktu B. A najlepiej tą wodę z czymś nieustannie mieszać. Chodzić boso. Można też iść na budowę, a tam pełna gama brudnej rozrywki. No i nie ma to jak jedzenie i picie gdzieś pomiędzy pomoczeniem sukienki a wysmarowaniem twarzy błotem. Czy coś jeszcze? Ach, tak! Można skorzystać z pomocy siostry bliźniaczki, czyli brudzenie się wzajemne. Kluczem do sukcesu jest jednak przyzwolenie na robienie powyższych rzeczy Najwyższej Instancji, czyli Rodziców.
Wiem, że co niektórzy się oburzają, kiedy to czytają. Ja pozwalam moim dzieciom na wiele, czasem może i zbyt wiele, ale podświadomie czuję, że to właściwe. Dlaczego miałabym zabraniać dziecku czegoś tylko dlatego, że może się przy tym zwyczajnie ubrudzić? Czy dziecko nie jest szczęśliwsze kiedy nie musi słuchać zrzędzenia matki typu: "nie wchodź tam, bo się ubrudzisz!", " jak ty, do licha wyglądasz?!" itp? Daję dzieciom codziennie taką wolność. To jest warunkiem koniecznym do ich prawidłowego rozwoju. Dla dziecka nie jest ważne to, czy jest brudne czy czyste, ale to, że w danej chwili błotko jest ciekawsze, że można się nim bawić w inny sposób niż piaskiem, że jest mokre i zimne, a czasem brzydko pachnie. Dziecko uczy się bawiąc, poznaje w ten sposób otaczający je świat. Brudzi się przy tym i u nas to całkiem naturalne!
Nie zabraniam brudzenia się = nie ograniczam poznawania świata.
Dziecko musi doświadczać by się czegoś nauczyć. Chodzi boso? Nadepnie na kamień, nauczy się chodzić ostrożnie. Brudzi się jedzeniem? Im częściej tym szybciej nauczy się ładnie jeść samodzielnie. Przykładów jest mnóstwo. Nie tworzyłam nigdy klosza wokół moich dzieci.
Żyjemy w XXI w. Mamy bieżącą wodę do mycia, pralkę i proszki które usuną niemal każde zabrudzenia. O co się więc denerwować? Czegoś raz na jakiś czas nie spiorą? Trudno! Przecież dzieci rosną tak szybko, że za miesiąc zapomnimy o danym ciuszku. Zostawimy na wydanie komuś mówiąc: "przyda Ci się do latania koło domu" tym samym przekazując dalej ideę szczęśliwego, brudnego dziecka. Bo według pewnej tezy dzieci dzielimy na czyste i szczęśliwe :)
Blanka - tu sama obierała i jadła truskawki :) Czyż ten buziak nie jest słodki?
Odrobina wody... szyszki... piasek... mieszanka idealna :)
A to cała szczęśliwa Nina :) Chyba nie muszę mówić, że to Sudocrem? Na to brudzenie się jednak nie było przyzwolenia Najwyższej Instancji. To syndrom o nazwie "chwila nieuwagi" :)




