16 września 2014

Roczek!

Impreza z okazji Pierwszych Urodzin Blanki i Niny odbyła się w domu moich rodziców. Wszystko ze względu na chroniczny brak miejsca w naszym domu :( W przygotowaniach bardzo pomogła mi mama. Na szczęście, bo ona jest dobra w robieniu mięsa i tradycyjnego bigosu. Przyjechaliśmy wcześniej, dzieciaki się wylatały na dworze, a nawet zaliczyły drzemkę, chyba po to by nabrać sił dla gości :)


Ziuuuum! Jedziemy z kuzynem :)


Samochód załadowany! Ruszamy! Gabi prowadzi :)


Mamuśka usypia dziewczynki (przy okazji wyrównuje trawnik :P)


Na stole coraz piękniej! Oprócz tych pięknych wiejskich kwiatów, nie zabrakło baloników.


Dwa torty dla każdej z osobna. Długo się zastanawiałam w cukierni jaki tort i czy jeden to aby na pewno będzie odpowiedni? Nie! Przecież to dwie różne osóbki i mają swoje najważniejsze, bo pierwsze urodzinki :) Musiało być zatem wyjątkowo!


Babcia wyjęła dla nas plastikowe miseczki. Jak przystało na wielkie święto, pozwoliłam się im delektować samodzielnie. Tort smakował bardzo! Wszystko inne też smaczne: babeczki marchewkowe z tego przepisu zrobiły furorę!




Mmmmm! Pysne!



Czas na prezenty!!!


A to utwór wierszowany o moich córkach od ich babci. Zawiera samą prawdę:

Zaledwie rok temu przyszły na świat
Nie zapomina się tak ważnych dat
08 września 2013 roku
Każdy miał obie bliźniaczki na oku
Zachwycona jest nimi cała rodzina
Na imię dostały Blanka i Nina
Małe bliźniaczki, a dwa różne światy
Nina córunia mamy,a Blanka córcia taty.

Nindżor wszędzie wejdzie, dobra każda pora
Ostatnio zaliczyła stolik od telewizora!
Trzeba zasłużyć na uśmiech Niny
Lecz kiedy już się śmieje, to robi śmieszne miny.

Blanka łobuzerski ma uśmiech od nocy do rana
Jest naszą śmieszką, bo wciąż jest roześmiana
Z uśmiechem do ludzi nigdy nie zwleka
Gdy jest taka potrzeba to cierpliwie czeka.

Na koniec wszyscy goście dostali od nas na pamiątkę najładniejsze zdjęcia z sesji w studio. Było tak miło, zabawnie, pogoda dopisywała, ze zupełnie zapomnieliśmy o tradycyjnym wyborze roczniaka: kasa, kieliszek, różaniec, czy książka... Tradycyjna wróżba, ale czy potrzebna? Widocznie nie to jest w tym szczególnym dniu najważniejsze :) Ja moim ukochanym córkom życzę samych pięknych chwil i jak najdłuższego, szczęśliwego dzieciństwa. Żeby żyły w zgodzie i zawsze się kochały i wspierały. By były indywidualnościami, każda sobą, lecz by przy tym nigdy nie straciły tej magicznej bliźniaczej więzi, która ich łączy. Kocham je ponad życie.





8 września 2014

Rok z bliźniakami

08 września 2013 roku przyszły na świat dwie Najwspanialsze Kruszynki na Świecie :) O samym ich pojawieniu się na świecie pisałam w tym poście. Od tamtego dnia minął rok... Jak to wyglądało?

Organizacja i (nie)przespane noce

Najtrudniejszy był pierwszy miesiąc ich życia. Tyle rozterek i różnych emocji przeżyłam na początku, że o tym przydałoby się napisać osobny post. Zakażenie rany, karmienie, koszmary... Na szczęście miałam nieocenioną pomoc :) Męża, mamy i teściowej. Podzielili się tak, że przez 6 tygodni miałam kogoś do pomocy. Z początku było mi też żal Gabiego, bo dwa tygodnie później rozpoczął przedszkole, ale dał radę się "wkręcić" w grupę.


Po trudnym początku przyszedł na prawdę błogi spokój. W trzecim miesiącu małe były już coraz bardziej zsynchronizowane, dzięki temu, że starałam się by zawsze razem piły mleczko z butli. I zawsze o tej samej porze kąpane, o tej samej porze chodziły na spacer, czyli o 13 gdy wychodziłam po Starszaka. Dzięki temu zaczęły również przesypiać noce. No może z wyjątkiem Niny, która częściej się budziła by jej dać cyca i spać dalej. W piątym miesiącu całkiem to zanikło :) Synchronizacja i organizacja to podstawa przy jednym dziecku, a co dopiero przy bliźniaczkach plus jeszcze jednym przedszkolakiem!

Po tym okresie, który trwał do ok 8 mca życia nadszedł czas ruchliwości i coraz rzadszych drzemek gdzie popadnie :) Gdy już do pełzania, raczkowania i siadania przystępowały, nie było tyle wytchnienia. Potrzebna była bramka do kuchni. I już nigdy nie miałam takiego porządku w domu jak wtedy gdy miały dwa miesiące... A to co jest teraz przechodzi ludzkie pojęcie.

Choroby, szczepienia i rehabilitacja

Choroby nas nie ominęły dzięki naszemu przedszkolakowi. Zarazków nie brakowało... Cały okres jesienno-zimowo-wiosenny katary, zapalenia gardła, oskrzeli, jedna biegunka. Zakupiłam inhalator, który był ratunkiem. Skakałam pod niebo z radości, że Gabi przeszedł ospę wcześniej w wieku trzech lat. Przeraziła mnie ilość antybiotyków jakie Małe już brały. Ze starszakiem obyło się w pierwszym roku bez wielkich chorób... Całe szczęście nie było zapalenia płuc, rota wirusa i szpitala :)

Szczepienia to jest inna bajka... Jak do lekarza nawet z dwójką chodziłam sama, tak na szczepienia zawsze musiałam mieć kogoś do pomocy. Niestety, to jest coś co przeżywa każdy rodzić przy takich maluszkach. Stres jest a dla dzieci jeszcze większy i zwłaszcza wtedy trzeba wziąć i przytulić, pocieszyć.

Rehabilitację przechodziła Nina ze względu na wzmożone napięcie mięśniowe. Dużo zajęć nie musiała przechodzić na szczęście. Jednak nie tylko dla niej było to pomocne, ale również dla mnie :) Od rehabilitantek wiele się można dowiedzieć o rozwoju własnego dziecka, ale również o ogólnym rozwoju ruchowym dzieci. Było to dobre doświadczenie, które pokazało jak ważna jest mądra zabawa z dziećmi.

Kop do zmian na lepsze

Dzięki powiększeniu naszej trzyosobowej rodzinki o 2 istotki w końcu chwyciliśmy za marzenia, które cały czas gdzieś były odkładane... Dom. Musimy zmienić warunki bytowe. Długo szukaliśmy działki i w końcu ją mamy. Projekt także, a 3 dni temu w prezencie na roczek chyba, dostaliśmy pozwolenie na budowę! Teraz jest to naszym priorytetem.

Dziecko się zmienia jak w kalejdoskopie... i zmienia nas

Utwierdzam się w przekonaniu, i to podwójnie, że człowiek w pierwszym roku życia przechodzi tyle zmian co w całym swoim życiu nie przejdzie :) Te wszystkie pierwsze razy... Te uniesienie główki, pierwsze uśmiechy, pierwsze przewrócenie z plecków na brzuszek, z brzuszka na plecy... Gaworzenie i śmianie w głos :) Odkrycie koloru oczu dziecka... Pierwsze chwycenie zabawki... Ach kocham te chwile i mam je w swoim sercu cały czas <3 Pierwsze siedzenie bez podpórki i pierwsze wstanie na nogi! Pierwsze "mama" "tata"... Nieopisana duma. Sama radość! Kocham obserwować moje dzieci. Na początku się zastanawiałam na co patrzą. Obserwowałam jak piją z piersi obie na raz, co jest nieopisanie cudownym doświadczeniem. Potem patrzyłam na ich rączki jak się bawią, jak ich paluszki są coraz bardziej precyzyjne... Na wszystko. Zdjęcia są przepięknym dokumentem tych zmian. A zwłaszcza zmian w wyglądzie. Która mama nie lubi ich przeglądać? Kocham się łapać na tym, że się śmieję: "O kurczę, jakie one były łyse..." :) Z początku były bardzo podobne i w czapeczkach były nie do rozróżnienia! Z każdym tygodniem różnice wychodziły coraz większe :) A teraz... widać, że są kompletnymi dwujajowcami.


Dzieci zmieniają wokół nas wszystko... Od organizacji czasu, po zwiększenie obrotów na maksa. Uczymy się od nich beztroski i radości. Dla mnie śmianie się i wygłupianie z dzieckiem działają jak lek na depresję. Uczymy się wrażliwości. Odkąd mam dzieci jestem bardziej wrażliwa na życiowe dramaty, a już przede wszystkim na przemoc wobec dzieci. Uczymy się czym jest miłość, wsparcie, pomoc, kompromis.

To był piękny rok :) Mogłabym pisać jeszcze trochę o minionym czasie, ale czekają nas następne miesiące, może nawet lata na blogu :) Będzie o czym pisać na pewno!


Z lewej Nina z prawej Blanka






3 września 2014

Lekka zupa zielona z kluseczkami

Dziś przeszłam się po targowisku i wpadł mi do głowy stary przepis na zupę. Moja mama taką robi :) Kto z dzieciństwa pamięta robienie zupy z liści, piachu, mirabelek i trawy? Chyba każdy! I właśnie robienie tej zupy kojarzy mi się z takimi zabawami, bo potrzeba do niej dużo zieleniny. Wydaje się być niepozorna, ale jest bardzo smaczna i moje dzieci jadły ją z chęcią :) Zupka zdrowa, lekkostrawna, nieziemsko pachnie podczas gotowania. Polecam!

- woda (nie wiem ile, na oko :))
- włoszczyzna
- mięso z kością (brałam akurat skrzydełka)
  po jednym lub dwa pęczki w zależności od ilości zupy jaką chcemy, ale musi być dość gęsto:
- szczypiorek
- koperek
- natka pietruszki
- lubczyk (fajnie, jeśli mamy świeży)
- sól, pieprz
- jajko
- śmietanka
- mąka

Gotujemy jak zwykle wywar z włoszczyzny i mięsa. Siekamy dość drobno zieleninę i wrzucamy do garnka. Doprawiamy solą, pieprzem, lubczykiem. Gotujemy do miękkości. Robimy kluski: roztrzepujemy jajko, solimy, wsypujemy tyle mąki by ciasto było gęste ale lejące. Do gotującej się zupy na widelcu wrzucamy ciasto tak by robiły się niewielkie kluski. Gotujemy jeszcze 5 minut. Na koniec możemy zupę zabielić śmietanką. Pyszna!