30 grudnia 2014

Misja kosmiczna 2015

To już jutro! Ostatni dzień tego roku. Mały toast na cześć nowego i do dzieła! To moje Top 3 najważniejszych rzeczy tego roku:

Ten rok był dla mnie spokojny, ale inny niż wszystkie, bo z trójką dzieci w domu. Już wiem, że nigdy w moim życiu takie doświadczenie się nie powtórzy. Obserwacja i wychowywanie dwóch małych Brzdąców na raz jest nieporównywalna z jednym Nicponiem. Intensywny rozwój, dużo czasu dla Nich, mniej dla siebie, ale zdecydowanie warto. Warto było wziąć dla tych uśmiechniętych (lub też drących się) buziek maksymalny czas urlopu macierzyńskiego.

Powiększenie się naszej rodziny przyspieszyło realizację marzeń. Kupiliśmy wreszcie działkę pod budowę domu w rodzinnej wsi Męża. Mieliśmy gdzie spędzać letnie weekendy dzięki temu. Wybraliśmy projekt z niemałymi dyskusjami, uzyskaliśmy pozwolenie, wstępną decyzję kredytową. Cieszymy się, ale i zdajemy sobie sprawę jakie nas czeka przedsięwzięcie! Dla nas to jak misja kosmiczna.

Co jeszcze? Matka się rozwija! Z końcem wakacji postanowiłam założyć, a w zasadzie pisać na już założonym wcześniej blogu. Idzie mi to tak jak widzicie, nie jest to tak łatwe jak się wydaje. Nie mam za bardzo co podsumowywać - bo to krótki okres blogowania :) Ale najpopularniejszymi postami 2014 były:

Podwójny poród - podwójny cud
Chodzik? Zdecydowanie NIE!
Zmieniam ciało w 10 tygodni!

Ponadto wzięłam udział w warsztatach rozwojowych o czym było tu Spełniona mama to mama na warsztatach . Wyrwały mnie z domowego kieratu i dały kopa do działania i pracy nad sobą.

A teraz postanawiam:

Zadbać o siebie, a raczej kontynuować akcję Zmieniam ciało w 10 tygodni!
Zadbać o zdrowie całej rodziny: regularny ruch i zdrowe jedzenie. Przede wszystkim Mąż tego potrzebuje, dla swojego dobra, bo już czas najwyższy mu pomóc w walce z kilogramami.


Zbudować dom. Choćby do połowy!

Zadbać o Was, czyli o czytelników. Zdobyć nowych. Zmienić chcę trochę ten dziecięcy styl bloga (mam na myśli przeładowanie emotikonami :)) na bardziej "profesjonalny". Rozwinąć tematykę, bo życie to nie tylko matkowanie na okrągło 24/7. 

Rok 2015 będzie rokiem intensywnym, na pełnych obrotach. Styczeń to ostatni miesiąc urlopu z dzieciakami. Bo w lutym mama wraca do pracy! Przewróci to życie wszystkich do góry nogami. Dostaniemy pętlę na szyję, której pragniemy - kredyt. I zaczniemy budować nasze własne miejsce na Ziemi. Będziemy patrzeć z niego na własny Kawałek Nieba. Okupione to będzie niemałym poświęceniem czasu, energii, pieniędzy. Będzie naszą Misją Kosmiczną 2015 :) Trzymajcie kciuki za nas! 

Życzę Wam wspaniałego, pięknego i owocnego roku 2015! Oraz spełnienia wszelkich postanowień, jeśli je robicie :*

27 grudnia 2014

Tak spędziliśmy Święta!

Przedstawiam Wam moją małą fotorelację świąteczną :) Nie jesteśmy mistrzami fotografii (jeszcze) ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie :) 

Najważniejszym dla mnie dniem w czasie Świąt zawsze była Wigilia. W tym roku spędziliśmy ten magiczny wieczór w domu moich rodziców. Było klimatycznie dzięki palącemu się ogniowi w kozie, żywej choince i zapachom prawdziwie tradycyjnej kolacji wigilijnej.
Ninka zachwycona żywą choinką :) Ta stożkowa bombka była ściągana ze sto razy - tak jej się spodobała.
Ja :) A na stole wigilijnym królowała zupa grzybowa, pierogi, kapusta, karp, dorsz, śledzie, kompot z suszu, makowiec, sernik...
...pierniczki :) i inne.
Gwiazdor zawitał do nas :) Oczywiście najprawdziwszy! Jednak Gabriel próbował to podważyć - stwierdził, że prawdziwy powinien nosić czarne buty :)
Nindżor miała do Gwiazdora duży dystans, trzymała się u boku Taty.
Za to Blancia obserwowała naszego gościa cały czas z uśmiechem i zafascynowaniem w oczach :)
Gabriel uradowany skakał z prezentami :)
Następnego dnia wróciliśmy do domu, oczywiście objedzeni co niemiara... Niewyspani, bo nie ma to jak oglądać z bratem i bratową kryminał do 2 w nocy... Gabi zmartwiony, że Mikołaj nie przyniósł mu wymarzonego Furbiego z listu - zaskoczony został po powrocie do domu gdy znalazł go pod naszą choinką :)

A maluchom wśród wielu prezentów, trafił się pluszowy bujaczko-jeździk w kształcie dinozaura! Ninka pokochała go od razu!

Drugiego dnia Świąt - Blanka i Nina u babci na kolanach wpatrzone w prababcię :)
Rodzinny spacer przy wreszcie bezwietrznej i słonecznej pogodzie. Zabrakło tylko odrobiny śniegu, by do końca poczuć ten magiczny klimat...

Po tegorocznych Świętach pozostaną miłe wspomnienia, kilogramy słodyczy jak i kilogramy we własnym ciele, choć te mamy nadzieję zrzucić. Były to pierwsze bardziej świadomie przeżywane Święta przez bliźniaczki, więc następne będą jeszcze ciekawsze i bardziej magiczne. Zaczęłam czuć coś czego wcześniej tak bardzo nie czułam podczas Świąt. Dzieci rosną i to sprawia, że marzę o naszych własnych Świętach. W naszym przyszłym domu. Powiedzieliśmy sobie z Mężem, że gdy będziemy na swoim, każda Wigilia będzie u nas. Oczami wyobraźni widzę ten nasz rodzinny stół. Choinkę pod sam sufit. Dekoracje robione wspólnie z dziećmi. Czas, który spędzimy razem ucząc nasze dzieci kolęd i wszelkich pięknych tradycji polskich Świąt. Mam nadzieję, że kiedyś się spełnią :)


19 grudnia 2014

Tradycyjna masa solna

Masa solna... Pamiętam z dzieciństwa jak czasem Mama robiła nam masę solną do zabawy i suszyła moje i mojego Brata wypociny :) A że masę wyrabia się jak ciasto, zawsze daliśmy się skusić i sprawdzaliśmy jak smakuje... Rozczarowanie było zawsze takie samo!

Popularność aniołków z masy solnej jest ostatnio bardzo duża. Możemy z powodzeniem znaleźć wiele tutoriali z instrukcją ich zrobienia. Masa jest bardzo prosta do zrobienia, a zabawa nią przyjemna nawet dla dorosłych. I nie trzeba mieć wielkiego talentu by ulepić coś ładnego :)

Przepis na masę solną:
- 1 szkl mąki pszennej
- 0,5 szkl mąki ziemniaczanej
- 1 szkl soli
- ok 3/4 szkl letniej wody
- opcjonalnie: barwnik spożywczy, kakao, cynamon, kurkuma w zależności od tego na jaki kolor chcemy zabarwić masę.

Masę wyrabiamy tak jak ciasto na pierogi :) Im dokładniej wszystkie składniki połączymy tym gładszą strukturę będą miały nasze figurki. Z gotowej masy możemy lepić co tylko nam przyjdzie do głowy. Poszczególne elementy łączymy odrobinę zwilżając je wodą w miejscu łączenia. Po zabawie, jeśli została nam niewykorzystana masa, owijamy ją szczelnie folią, najlepiej jeszcze chowamy do pudełka owiniętą i przechowujemy w lodówce. Za kilka dni ku uciesze dzieciaków możemy jej znów użyć.

My do naszej masy dodaliśmy kurkumę i cynamon - pachniało nam co najmniej orientalnie :) Polecam Wam zatem użycie cynamonu, imbiru i kakao, a nawet przyprawy piernikowej - na pewno w okresie przedświątecznym wprowadzi nam odpowiedni nastrój! Gabi był bardzo zadowolony mogąc operować foremkami do ciastek, nożykiem i... kredką by robić nią ozdobne dziurki :) Suszyłam je dwie i pól godziny w piekarniku nastawionym na 75 stopni, a potem "dochodziły" poza nim same. Po wyschnięciu naszych ozdób kolor trochę wyblakł ale i tak jest ładny, złocisto-żółty :) Polecamy każdemu! I dużemu i małemu!


W trakcie dłubaniny


Gotowe serducha na choinkę :)


Aniołek już ozdabia okno.


A to Gabisiowe serduszka <3

15 grudnia 2014

Papercraft Minecraft

Postanowiłam więcej pisać o tym jak spędzamy czas kreatywnie z dziećmi :) Gabi jest fanem gry "Minecraft" jak wiele dzieciaków w jego i starszym wieku. Gra jest bardzo prosta, przynajmniej na początku, a dla Gabiego jest po prostu wirtualnym światem klocków :) Nawet na początku nazywał ją "kwadratowym światem". I rzeczywiście wszystko opiera się na kwadracie nawet okrągły księżyc jest kwadratem...
W związku z budową owego świata papercraft jest super alternatywą dla siedzenia przed ekranem. Papercraft dla dzieci to nic innego jak wycinanie i sklejanie sześcianów, które przypominają jakieś postacie. Wyszukać w sieci można niezliczoną ilość wzorów i szablonów! Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę słowo "papercraft". Bardzo dobrze jeśli mamy możliwość wydrukowania ich na kolorowej drukarce lub jeśli są do pokolorowania :) Ja niestety mam wersję czarno-białą.
Zadanie już potem jest jasne: wycinamy szablon, zaginamy odpowiednie krawędzie i sklejamy. Pomimo, że jest to dość pracochłonne dla 5 latka pozwólmy mu by jak najwięcej zrobił sam. Starsze dzieci z powodzeniem mogą wycinać mniejsze szablony. 4 - 5 latkowi dajmy duże zajmujące całą stronę A4. Im więcej postaci i przedmiotów stworzymy tym większa zabawa potem! Można stworzyć cały papierowy, fantastyczny świat :)

Nieoceniona pomoc Taty :)



Efekt końcowy :) Ale kontynuować zamierzamy!


A tak może to wyglądać realny Minecraft przy dłuższej zabawie z papierem...

(zdj. z Internetu)

14 grudnia 2014

Spełniona mama to... Mama na warsztatach!

Niemal miesiąc temu zakończył się projekt "Spełniona mama = szczęśliwa rodzina" organizowany przez lokalne stowarzyszenie kobiet "Fanaberia". Pamiętam gdy zobaczyłam plakat na ulicy mojego miasteczka i bardzo sceptycznie do niego podeszłam... Jakieś warsztaty dla mam dzieci w wieku 0 - 3 lat? Eeee pewnie kilka godzin na sali i do domu... Po kilku dniach pan Mąż wysyła mi info o tym i mówi żebym się zapisała, bo przyda mi się wyjście z domu. Napisałam do organizatorki (zresztą bardzo przyjaznej i otwartej osoby, której nie da się nie polubić :)) i moje zdziwienie sięgnęło kosmosu!!!
Darmowe warsztaty obejmowały 2,5 miesiąca zajęć 1 - 2 razy w tygodniu! A w trakcie zajęć darmową opiekę nad dziećmi przejmował żłobek i opiekunka :) Nie wierzyłam w to, że w naszym kilkutysięcznym miasteczku takie coś jest możliwe. Zresztą, do ostatecznej liczby 10 uczestniczek trafiłam z listy rezerwowej :)
Pierwsze dwa zajęcia to taniec ludowy z panią Marzeną :) Dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, bo nie miałam z tym do czynienia nigdy wcześniej :) Nie miałyśmy co prawda panów do tańca, ale dałyśmy radę! Ludowe, kwieciste kiecki wirowały co nie miara. 
Tańce nas rozluźniły, a kolejne warsztaty pozwoliły nam się otworzyć i poznać bliżej. Coaching dla mam z Ingą był rewelacyjny. Tematyka szeroka: praca nad emocjami, aspekty finansowe, wychowywanie, motywacja, pewność siebie.... :) Inga zaproponowała nam kilka ciekawych technik w pracy nad sobą m. in. dziennik wdzięczności. Codziennie trzeba wypisać 10 rzeczy za które jestem SOBIE wdzięczna. Mnie osobiście pomógł, ale mam okresy, że o nim zapominam. Spróbujcie. Działa na pewność siebie i motywuje do działania lepiej niż typowa lista zadań :) 
Na kolejnych zajęciach tym razem z Magdą (organizatorką całego projektu) miałyśmy dużo ruchu. Nordic walking, czyli tzw spacer z kijkami :) Pokazały nam te zajęcia to, że pomimo jesiennej pogody warto się ruszać. Bardzo przyjemny ruch, angażujący całe ciało do pracy! Obiecuje, że nordic walking przestanie mi się kojarzyć z paniami po 50tce... ;) Na koniec ruch baaaaaardzo pozytywny - taniec intuicyjny :) Szaleństwo na sali!!! Pragniesz akceptacji? Proszę bardzo: tańczysz co tylko Ci ciało podpowiada w rytm muzyki, a kilka osób chodzi, tańczy wokół Ciebie i mówi z podziwem "taaaak!" "yes!" "tak!!!" :) Nieprawdopodobnie uśmiane byłyśmy podczas tego tańca! Szczęka bolała :D
Bliźniaczki dzięki tym warsztatom oczywiście skorzystały, bo się zmierzyły ze żłobkiem i całkiem dobrze im tam było! Przyda się nam to doświadczenie, bo od lutego tam trafią gdy wrócę do pracy.
Na koniec Magda dostała od nas w podziękowaniu należny tort. Dzięki takim osobom jak ona są możliwe takie projekty! Zdobycie dofinansowania do tych warsztatów i w ogóle zorganizowanie ich było nie lada sztuką! Dziękujemy z całego serducha :*
Zintegrowałam się z 9 mamami, co zaowocowało już niedawną kawką w siedzibie Fanaberii :) Mamy nadzieję się jeszcze widywać i wymieniać doświadczeniami. A pod koniec projektu, tak z rozpędu zapisałam się do owego stowarzyszenia :) Nie udzielałam się społecznie wcześniej, ale stwierdziłam, że nigdy nie jest za późno!
Drogie mamy (i nie tylko!) rozglądajcie się po okolicy, czy nie ma wokół Was podobnych projektów. A jeśli nie ma, spróbujcie zorganizować - na prawdę warto!


Taniec pełen śmiechu :)
(fot. Magdalena Lamentowicz)


Na ludowo ;)
(fot. Agata Basińska-Zych)


Kijki też musiały odpocząć po naszym walkingu :)
(fot. Magdalena Lamentowicz) 

5 grudnia 2014

Zmieniam ciało w 10 tygodni!

Zmienić ciało w 10 tygodni - oto wyzwanie którego się podjęłam od 1 grudnia :) Niektórzy mówią, że jestem chuda i niczego mi nie brakuje. Owszem, gruba nie jestem :) Niezdrowej chudości też sobą nie reprezentuję. Lecz czy faktycznie niczego mi nie brakuje? Po drugiej ciąży (wypasionej ciąży bliźniaczej zaznaczmy to :)) moje ciało na prawdę się zmieniło. Cellulit jakże ukochał moje uda i pośladki. Otulał je swoją miłością zawsze, ale teraz znacznie przesadził! Skóra straciła jędrność... Nawet moje bezcyckowie (miseczka rozmiaru B czasem wychodzi za luźna, więc o jakich cyckach tu mówić :P) po karmieniu opadło. Oponka jest a jakże by inaczej mogło być po ciąży. Oponka, krępująca zwłaszcza przy dopasowanych ciuchach. To ponarzekałam :) A teraz do roboty!! Plan działania opracowałam:

- Ćwiczenia 5-6 razy w tygodniu.
- Na pierwszy ogień i na "rozbujanie" swojej kondycji rowerek stacjonarny 30 minut przez 4 dni. Posiadam ten: http://www.arkus.sklep.pl/rower-magnetyczny-york-c202-nowy-p-21.html
- Potem włączam już Ewę Chodakowską i zaczyna się ciężka praca :) https://www.youtube.com/watch?v=7ox61vrNmto 


- Mój grafik treningowy wygląda tak:
4 dni treningu i jeden dzień przerwy. Znów 4 dni treningu i jeden dzień przerwy itd. W bardziej popularny sposób, czyli 6 dni treningu i jeden dzień przerwy na pewno nie dałabym rady. Już trochę siebie znam ;) Tym sposobem 4/1 wyszło mi 5 lub 6 treningów na tydzień, zależy w jakie dni co wypadnie. Żeby się przypadkiem nie pomylić zaplanowałam to sobie w kalendarzu google.
- Waga nie ma żadnego znaczenia: chodzi mi o uzyskanie ładnej sylwetki, nie schudnięcie! Będę robić zdjęcia, by mam nadzieję widzieć zmiany :)

Za mną już cztery pierwsze dni z rowerkiem stacjonarnym :) Dziś dzień przerwy, a od jutra wieczorami powyższy film Ewy :D Mam nadzieję, że tym razem wytrwam w swoim postanowieniu. Za mną już kilka prób regularnych ćwiczeń, które niestety kończyły się po dwóch tygodniach... Teraz się nie dam i wrócę w końcu do formy! Kto dołącza?