12 sierpnia 2017

Park Orientacji Przestrzennej

Całkiem niedaleko nas, dosłownie 8 minut drogi od domu, jest miejsce, które jest jednym wielkim placem zabaw. Odkryliśmy je dopiero teraz, co jest dość zaskakujące.

Park Orientacji Przestrzennej powstał z myślą o dzieciach niepełnosprawnych. Jest częścią Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Owińskach. Korzystają z niego przede wszystkim podopieczni Ośrodka. Poza tym miejsce to jest udostępniane dla każdego w wyznaczonych godzinach. Park wypełniony jest przeróżnymi sprzętami i ścieżkami edukacyjnymi. Został zaprojektowany po to by dzieci niewidome uczyły się możliwie jak najsprawniejszego korzystania z przestrzeni. Poza tym miejsce to jest udostępniane dla każdego w wyznaczonych godzinach i całkowicie za darmo.

Korzystając z pięknej pogody wybraliśmy się tam w sumie tak od niechcenia i nie spodziewając się żadnych rewelacji. Były z nami tylko bliźniaczki, bo Gabi był jeszcze u babci na wakacjach. Na miejscu zetkneliśmy się z ochroną, która prowadzi listę gości wchodząch do parku. Park jest bardzo zadbany i przyjazny dla wszystkich. Na wejściu wita nas kolorowy ogród pełen niezliczonej liczby gatunków roślin i zielone aleje drzew. Dalej jest już czysty raj dla dzieci. Jeden ogromny plac zabaw. Dziewczynki raz dwa rozpierzchły się po całym terenie. Idąc dalej mamy stawek, a za nim można spotkać się z królikami, kurami i piejącym głośno kogutem. Nie lada atrakcja dla dzieci z miasta. Dalej jest tez duża altana, w której przysiedliśmy na odpoczynek po pokonywaniu wszelkich przeszkód...

Park Orientacji dał dziewczynom pole do popisu. Zwłaszcza, że to nieustająco ruszające się dzieci. Szkoda, że czas odwiedzin się tak szybko skończył... Wiemy natomiast na pewno, że jeszcze tam wrócimy. I to wrócimy przygotowani na dłuższy pobyt, z piknikowym koszem. I z Gabim.





 

5 sierpnia 2017

Wyjazd i nierozerwalna więź

Mija właśnie środek wakacji, szkoła odeszła już w niepamięć. Z wakacjami jest tak, że nam dorosłym wydają się nieziemsko długie. Zwłaszcza gdy pomyślimy o swoich zaledwie dwutygodniowych urlopach... Jak narazie w naszej rodzinie tylko Gabriel dobrze wie co to dwa miesiące nicnierobienia. W tej chwili mały ułamek tych paru tygodni swobody Gabriel spędza z moimi rodzicami. Postanowili zabrać go nad morze.

Dziś około południa mama zadzwoniła z meldunkiem, że bezproblemowo dojechali na miejsce.
- To co? Dam Ci teraz Młodego do telefonu.
Słyszę hałas.
- Halo? Halo?! Mama, ja Cie nie słyszę, tu tłum ludzi jest. 
I oddał telefon babci... Ani cześć, ani do widzenia, ani słowa, że tęskni i kocha. Cóż, z pewnością bawi się bardzo dobrze. Nawet jeśli otacza go tłum ludzi.

Siostry Gabriela wpadły w histerię okołowyjazdową. Najpierw Nina. Płakała strasznie przed jego wyjazdem. Długo musiałam jej tłumaczyć, że Gabi jedzie, a ona musi zostać. I w ogóle, że nie wróci zaraz, tak jakby ona tego chciała. Poszliśmy go odprowadzić do auta mojej mamy i pomachać na dowidzenia. Gdy samochód się oddalał, tym razem Blanka zaczęła płakać. Wyrywała mi się z rąk i krzyczała niczym młoda narzeczona żołnierza wyruszającego na wojnę. "Gabi! Gaaabi! Nie zabierajcie mi Gabisia!" Tuliła się do mnie i płakała jeszcze jakiś czas.

To było dość rozdzierające... Chwyciło mnie za serce. Miłość między rodzeństwem jest niesamowita. Jednego dnia kłócą się o swoja rację na śmierć i życie, a drugiego nie wyobrażają sobie jednego dnia osobno. Dziś jest już ok. Choć Nina wciąż pyta, przy każdym wyjściu z domu: "Mamo, to teraz? Jedziemy już po Gabiego?"



14 stycznia 2017

Eksperyment: ciecz nienewtonowska

Pogoda za oknem nie pozwala na wyjście na dwór? Co zatem robić z dziećmi w domu? Eksperymenty! Na pewno wszystkie potrzebne składniki znajdziecie w domu, a zabawa potrwa długo bo... wciągnie nawet dorosłego! Zatem do dzieła!

Co potrzebujemy:
- woda
- mąka ziemniaczana
- miska
- barwnik/farba ale nie koniecznie
- różne naczynia, mieszadełka, co tylko nam wyobraźnia podpowie

Do miski wsypujemy mąkę (im więcej dzieci tym więcej mąki ;)) Stopniowo dolewamy wodę o temperaturze pokojowej. Mieszany, nie jest to łatwe, ale da się. Zauważymy kiedy ciecz jest gotowa. Pod naporem jest twarda, a gdy odpuścimy spływa z łyżki. Teraz możemy ją przelewać, dodać barwnik albo nawet zwykłą farbę, jak ja to zrobiłam. Dzieciom bez obaw dajemy pojawia się rękami - właśnie o to w tym eksperymencie chodzi. Moje dzieci bawiły się tak długo, że ciecz stała się twarda jak modelina - po prostu odparowała część wody. Nie martwmy się zatem, gdy na początku substancja będzie zbyt lejąca - wystarczy ją odstawić, aż odparuje i jej właściwości będą takie jak oczekujemy :) Bez barwnika to zabawa bez ryzyka w końcu to tylko woda i mąka. Zadowolenie i zadziwienie na buziach dzieci gwarantowane!