Już minęły Zaduszki... Dzień Niepodległości też za nami. Dla mnie właśnie zakończyła się ta najlepsza część jesieni. Jesieni, której owoce możemy zbierać i cieszyć się nimi. Gdzie nie spojrzeć kolorowe liście... Trawa zmieniająca się w puchate witki... Nadal uparcie świecące między nimi słońce, las pachnący grzybami. Dzieci robiące korale z jarzębiny. Przygotowywanie przetworów. Mmm, gdyby się dało uchwycić aromat smażących się powideł. Kasztany... Dotykanie ich gładkiej skórki przywodzące wspomnienia z dzieciństwa. Piękny czas, a w tym roku wyjątkowo słoneczny i ciepły.W weekendy zwykle spacerowaliśmy po okolicach naszego przyszłego miejsca zamieszkania :) Mnóstwo grzybów, jeżyn i pięknych widoków... Teraz, gdy na drzewach już niemal nie ma liści, mgły spowijają okolice, dzieci zaczną wyczekiwać śniegu, a wieczór wita już około 16:00... Ech. Nie lubię tego okresu, ale za to poprzedza on piękny okres oczekiwania na Święta, który mną zawładnie po 6 grudnia :) Ale zostańmy chwile przy wczesnej jesieni:
Zapach smażonych powideł... mmm! Teraz naleśniki z nimi są przepyszne :)
Gabriel nawleka jarzębinę.
Spacery na wsi z całymi jej urokami. Nina przywitała się z krówką.
Zabawy na tle zmieniających kolor liści... Póki ziemia nie za zimna, cała trójca w piaskownicy i coraz częściej poza nią jak widać :)
Grzyby z lasu w pobliżu którego w przyszłości zamieszkamy :)
Pierwszy raz w życiu robiłam grzybki marynowane :)
Złote liście
Jeszcze odrobina ruchu na boisku :)


.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz