22 stycznia 2016

Uciekam.

Jestem matką trójki dzieci, żoną, pracuję na etacie, buduję dom. Udzielam się w stowarzyszeniu, próbuję (bo o poważnym prowadzeniu nie mogę mówić) prowadzić bloga. Wyliczanka miliona zajęć okołodomowych, okołoetatowych, a zwłaszcza okołodzieciowych nie ma sensu. Każda kobieta choć w połowie ma tyle na głowie co ja, więc może sobie to wyobrazić. W ogromnym skrócie ujmę to tak: doba jest dla mnie za krótka.
Czasem człowiek wrzucony w tydzień wypełniony po brzegi obowiązkami, czuje się jak wrzucony do jakiegoś młynka. Ja często w tym młynku się gubię, zapominam jaki mamy aktualny dzień tygodnia.
Praca dom. Dom praca. Typowy schemat* Wyjaśniam: *schemat - nie dotyczy matek z dziećmi. Chciałabym by był to schemat, utarty plan dnia, kierat, szara codzienność, nuda... Ale nie jest! Nie można tego tak nazwać. Codziennie coś się dzieje. Codziennie coś zaskakuje, wytrąca z równowagi, nie jest zgodne z planem. Nie jest zgodne z planem kiedy Nina walnie klocka w gatki przed pójściem do żłobka. I trzeba ją ubrać inaczej niż Blankę. Nie jest zgodne z planem kiedy Starszak o drugiej w nocy wychyla się z antresoli i haftuje na łóżko na dole. Wkurzasz się, gdy orientujesz się, że spałaś nieumyta w ciuchach, bo padłaś jak kawka. Wytrąca z równowagi pralka, która wali jakimś komunikatem do Ciebie i pika "pipip!", a Ty chcesz wyprać sobie jeansy, bo już nie masz czystych na jutro. Ona znowu pika "pipip"... Wkurza niemiłosiernie brak w sklepie jakiegoś warzywa do obiadu, który sobie zaplanowałaś, a nie masz czasu biegać po innych sklepach na osiedlu. I w dodatku orientujesz się podczas tego biegu, że nie wyczyściłaś sobie butów po niedzielnym spacerze na wsi, przecież wszyscy cały dzień to widzieli! Dość! Mówię sobie: mam dosyć. Chcę uciec gdzieś gdzie mnie nie znajdą. Może zapomną o mnie. Albo przekonają się, że nie tak łatwo być matką. Wyobrażam sobie siebie wolną. Siebie jako bezdzietną singielkę, zarabiającą tylko na swoje cztery litery. Mieszkającą w mini mieszkanku wyjętym wprost z Ikei. Mającą czas na swoje pasje, książki, studia... A czasem jako wolną podróżniczkę, poznającą dalekowschodnie kraje, praktyki i diety. Nieraz miałam ochotę trzasnąć drzwiami, wsiąść do samochodu i przejechać się na drugi koniec Polski... Nie sądzę bym była jedyną tak wyrodną matką. Tak myślącą czasem o swojej rodzinie. Jestem tylko człowiekiem, nie supermenką. Kocham moją rodzinę ponad wszystko. I gdy głęboko gdzieś we mnie gotuje się, czuję nieodpartą złość lub tracę chęć na to wszystko, wiem, że to chwilowa niemoc.
Chęć ucieczki mija jakimś niewysłowionym cudem. Cudem, kiedy wszyscy w domu zasypiają, cudem jakiegoś momentu wyłapanego dzięki temu dla siebie. Już nie uciekam, zostaję na miejscu, przecież to najważniejsze miejsce na ziemi. Jutro znów powtórzę schemat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz