Jestem matką trójki dzieci, żoną, pracuję na etacie, buduję dom. Udzielam się w stowarzyszeniu, próbuję (bo o poważnym prowadzeniu nie mogę mówić) prowadzić bloga. Wyliczanka miliona zajęć okołodomowych, okołoetatowych, a zwłaszcza okołodzieciowych nie ma sensu. Każda kobieta choć w połowie ma tyle na głowie co ja, więc może sobie to wyobrazić. W ogromnym skrócie ujmę to tak: doba jest dla mnie za krótka.
Czasem człowiek wrzucony w tydzień wypełniony po brzegi obowiązkami, czuje się jak wrzucony do jakiegoś młynka. Ja często w tym młynku się gubię, zapominam jaki mamy aktualny dzień tygodnia.
Praca dom. Dom praca. Typowy schemat* Wyjaśniam: *schemat - nie dotyczy matek z dziećmi. Chciałabym by był to schemat, utarty plan dnia, kierat, szara codzienność, nuda... Ale nie jest! Nie można tego tak nazwać. Codziennie coś się dzieje. Codziennie coś zaskakuje, wytrąca z równowagi, nie jest zgodne z planem. Nie jest zgodne z planem kiedy Nina walnie klocka w gatki przed pójściem do żłobka. I trzeba ją ubrać inaczej niż Blankę. Nie jest zgodne z planem kiedy Starszak o drugiej w nocy wychyla się z antresoli i haftuje na łóżko na dole. Wkurzasz się, gdy orientujesz się, że spałaś nieumyta w ciuchach, bo padłaś jak kawka. Wytrąca z równowagi pralka, która wali jakimś komunikatem do Ciebie i pika "pipip!", a Ty chcesz wyprać sobie jeansy, bo już nie masz czystych na jutro. Ona znowu pika "pipip"... Wkurza niemiłosiernie brak w sklepie jakiegoś warzywa do obiadu, który sobie zaplanowałaś, a nie masz czasu biegać po innych sklepach na osiedlu. I w dodatku orientujesz się podczas tego biegu, że nie wyczyściłaś sobie butów po niedzielnym spacerze na wsi, przecież wszyscy cały dzień to widzieli! Dość! Mówię sobie: mam dosyć. Chcę uciec gdzieś gdzie mnie nie znajdą. Może zapomną o mnie. Albo przekonają się, że nie tak łatwo być matką. Wyobrażam sobie siebie wolną. Siebie jako bezdzietną singielkę, zarabiającą tylko na swoje cztery litery. Mieszkającą w mini mieszkanku wyjętym wprost z Ikei. Mającą czas na swoje pasje, książki, studia... A czasem jako wolną podróżniczkę, poznającą dalekowschodnie kraje, praktyki i diety. Nieraz miałam ochotę trzasnąć drzwiami, wsiąść do samochodu i przejechać się na drugi koniec Polski... Nie sądzę bym była jedyną tak wyrodną matką. Tak myślącą czasem o swojej rodzinie. Jestem tylko człowiekiem, nie supermenką. Kocham moją rodzinę ponad wszystko. I gdy głęboko gdzieś we mnie gotuje się, czuję nieodpartą złość lub tracę chęć na to wszystko, wiem, że to chwilowa niemoc.
Chęć ucieczki mija jakimś niewysłowionym cudem. Cudem, kiedy wszyscy w domu zasypiają, cudem jakiegoś momentu wyłapanego dzięki temu dla siebie. Już nie uciekam, zostaję na miejscu, przecież to najważniejsze miejsce na ziemi. Jutro znów powtórzę schemat.
22 stycznia 2016
Uciekam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz