1 grudnia zeszłego roku postanowiłam zrobić sobie wyzwanie Zmieniam ciało w 10 tygodni. Te 10 tygodni mija za tydzień. I niestety muszę przyznać się Wam do pełnej porażki. Złożyło się na nią kilka rzeczy plus moja tendencja do wszelkiego wieczornego lenistwa, czyt. wybierania Fb lub Kindla z książką zamiast ćwiczeń. Wstyd jak nic. Ale cóż, jak się coś publicznie obiecało to trzeba się z tego rozliczyć :)
Najważniejszym błędem, błędem nr 1 było wybranie terminu. Nie wiem kto z początkujących przy zdrowych zmysłach wybiera grudzień... Mikołajki, Święta, Sylwester... Plus siedzący w domu pan Mąż w tym czasie... Wiadomo, że to czas odpoczynku... Ale przede wszystkim czas obżarstwa i gotowania. Choćbym stanęła na głowie i tak nie pozbyłabym się chęci ciągłego podjadania. A już zwłaszcza podbierania z góry słodyczy jaką moje dzieci niestety dostały.
Drugim błędem było wybranie zestawu Ewy Chodakowskiej. Dużo wcześniej ćwiczyłam jej Skalpel i nie było mi absolutnie nic - jedynie zakwasy z początku. Z zestawem Ekstra Figura, który wybrałam na początku nie było problemów. Po 4 razie z tym zestawem nie mogłam wstać na drugi dzień. Bolał mnie górny odcinek kręgosłupa. Nie mogłam wykonać wielu czynności i to przez ponad tydzień. Stwierdziłam, że albo mam za słabe mięśnie grzbietu albo ćwiczenia Ewy szkodzą. Jest jednak ćwiczenie z tego zestawu, które bardzo lubię (patrz od 14:15 z filmiku https://www.youtube.com/watch?v=7ox61vrNmto) i podczas którego czuje się ból z tyłu nóg, czyli tam gdzie nam się często zbiera niechciany cellulit. Zestaw ostatecznie porzuciłam. Nie szukałam nowego. Po ustąpieniu bólu pleców zaczęłam jeździć na rowerku stacjonarnym tak jak w pierwszym tygodniu, ale niestety rzadko.
Ile faktycznie ćwiczyłam? Pierwsze 10 dni było tak jak w planie sobie założyłam. Potem wykluczył ćwiczenia ból, później Świąteczny czas obżarstwa. I sporadyczne jazdy rowerem. Łącznie od 1 grudnia do teraz trenowałam 15 dni. Baaaardzo mało. Zakładałam więcej, ale poległam i biję pokłony wszystkim wytrwałym. Zdjęć nie wstawię. Przed i po wyglądam tak samo. Po Nowym Roku waga poskoczyła o 2kg.
Osiągnęłam porażkę.
Co dalej?
Dziś poniedziałek. Nowy miesiąc. Nowe wyzwanie! Na razie ciii. Nie wspominam o tym, bo znowu będę musiała się tłumaczyć. A wolę nie. Jeśli się uda to napiszę o tym na pewno! Po cichu tylko Wam szepnę, że będzie pewna czarnoskóra Pani, którą uwielbiam, bo kiedyś już przerabiałam. Kto choć trochę fitnessuje w domu ten wie :) Pozdrawiam wytrwałych i takich, którzy jak ja ciągle próbują! Trzymam kciuki za Was. I proszę Was o to samo :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz