6 stycznia 2015

Uwaga! Suplementy nadchodzą!

Czy nie macie wrażenia "zasypywania" naszego życia suplementami diet? Włączając dziś telewizję można stwierdzić, że niemal co druga reklama to reklama suplementów, leków przeciwbólowych i na przeziębienie. Jakie w tych reklamach problemy mają Polacy? Są grubi, przemęczeni, nerwowi, mają problemy z prostatą, wątrobą, trawieniem, menopauzą, a nawet ochotą na seks. Ale czy faktycznie je mamy, czy nam się te problemy wmawia? Ulegamy reklamie, promocji w aptece, czasem nawet się nie zastanawiając.

A co z pojawiającymi się suplementami dla dzieci? Na odporność jeszcze zrozumiem... stary dobry tran. Na zęby niedawno Junical. Zgrzytałam zębami gdy to widziałam. Apetizery na apetyt. Ale reklama syropku na sen dla dzieci mnie powaliła. Podnoszę się ledwo z łopatek po tym, ale cóż, musiałam o tym napisać. Piękna reklama o dziecku, które miało problemy ze snem, ale pomógł Tulleo. Nowy, niezastąpiony produkt, który powinien stanąć w apteczce obok Junicalu. W apteczce dobrego rodzica rzecz jasna. Ale mądrego jednocześnie zapewne nie.

W dzisiejszym świecie ciągle się spieszymy, jesteśmy zabiegani, zestresowani, na wszystko szukamy szybkich rozwiązań. I suplementy są dla niektórych rozwiązaniem problemów zdrowotnych. Lub wpojonym przez reklamę rozwiązaniem problemów zdrowotnych. Gotuje się we mnie za każdym razem, gdy widzę reklamę Tulleo w telewizji. Wyobrażam sobie wtedy zalatanych bezmyślnych rodziców, którzy sami biorą różne suplementy rano i wieczorem, a ich dziecko przed snem marudzi i jest niespokojne. Albo budzi się w nocy. A może budzi się zbyt wcześnie. I nagle widza tą reklamę i postanawiają biec do apteki, bo właśnie znaleźli antidotum. Gorzej. Wyobrażam sobie jak uzależnili siebie i własne dziecko od tego syropku... Czarna wizja, ale myślę, że całkiem prawdopodobna.

Co zawiera ten Tulleo? Niby nic uzależniającego. Melisa, rumianek, lipa... ot wyciągi z ziół. Junical? Wapń, fosfor, magnez... I jeszcze najróżniejsze preparaty multiwitaminowe w zdecydowanej większości zawierające syntetyczne witaminy - czyli wchłaniane gorzej przez organizm! Czy to na prawdę nie daje do myślenia? Czy zamiast Tulleo nie lepiej zrobić niespokojnemu maluchowi herbatkę ziołową wieczorem? Może należałoby utulić i spędzić więcej czasu z dzieckiem? Czy serio zęby naszych dzieci potrzebują tyle dodatkowego wapnia jeśli piją mleko i jedzą np. żółty ser? Czy przypadkiem nie słyszeliśmy o tym, że witaminy są w owocach i warzywach, a odporność mały człowiek musi nabyć?Koniecznością według mnie jest tylko podawanie wit D3 dzieciom. Podaję ją bliźniaczkom. Tran, który również jest bogaty w wit D, podaję zimą wszystkim. Reszta jest wymysłem przemysłu farmaceutycznego, który niezmiernie mnie wkurza.

Zastanawiam się co się dzieje z naszymi podatnymi mózgami zasypywanymi tym badziewiem w reklamach. Swoisty boom suplementów dla dorosłych trwa. Zaczyna się boom suplementów dla dzieci i polowanie na leniwych rodziców. Nie dajmy się omamić, nie bądźmy bezmyślnymi rodzicami. Nie karmmy dzieci suplementami, bo tak nam wygodnie, bo tak usprawiedliwimy swoje lenistwo w dbaniu o dietę naszej rodziny. I bądźmy mądrzy! Czytajmy uważnie etykiety tych produktów zanim je kupimy! Suplement to coś co można zastąpić. Lecz nigdy nie zastąpi on zdrowego odżywiania i trybu życia! Amen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz