14 stycznia 2015

Kreowanie rzeczywistości

Mój Gabi obecnie jest na bardzo ciekawym etapie rozwoju. Odkrywa na swój sposób świat, język jakim się posługuje i zapamiętuje. Czasem to, o czym wolelibyśmy by nie pamiętał.

Zasób słów, które dziecko zna w wieku 4-5 lat to od 1,5 do 2 tyś słów. Jednak, aby się komunikować to nie wystarcza mojemu synowi. Kiedy chce coś powiedzieć często sam tworzy słowa, których nie zna. Nazywa rzeczy, których nazw nie zna po swojemu. Słowotwórstwo idzie mu sprawnie, często nas zaskakuje. Polska język jest trudna, ale elastyczna! Tą elastyczność naszego ojczystego języka dziecko potrafi wykorzystywać do swoich potrzeb. I tak, najczęściej w zabawie, gdy coś nie ma nazwy lub jej nie pamięta, powstają najrozmaitsze słowa. Bardzo słowoodtwórczy "kradziej" zamiast "złodziej" od słowa "kraść" rzecz jasna. Ba! Powstają nielogiczne rymowanki, a nawet przysłowia czy... Przekleństwa. Bo chyba krzyknięcie "na pęknięte kamyki!" jest jakimś przekleństwem :) Obok nowych słów i powiedzonek pojawiają się także coraz sprytniejsze odpowiedzi. Rano Tatuś go budzi, a on na to: "Tatooo... Ale moje oczka nie chcą się otworzyć..." Bywa, że rozśmiesza wszystkich dookoła.

Kreatywność objawia się dużą samodzielnością w zabawach. Zwłaszcza, w tych, które polegają na odtwarzaniu jakichś ról. Gabi coraz częściej bawi się z siostrami w takie zabawy. Ostatnio Ninka często bywa królową, a on rycerzem broniącym jej zamku. Wczuwa się w swoją rolę. A Nina bywa nieznośną i kapryśną królową, w dodatku nie słucha go, no ale jak by wyglądało królestwo jej łóżeczka gdyby słuchała rad jakiegoś tam rycerza ;)

Gabi potrafi też kreatywnie stworzyć sam grę planszową! Rysuje na kartce kwadraty, a pionkami stają się resoraki. Jest kostka i zasady. Zasady oczywiście muszą być takie by wszystko szło po jego myśli. Gra w policjantów i złodziei zrobiona z klocków lego była świetna, był posterunek i więzienie, a nawet możliwość ucieczki złodzieja (kradzieja) helikopterem! Grał w nią z Tatą. Zasady były określone, ale jak to zwykle bywało zmieniały się co chwile. Uparcie chciał osiągnąć swój cel.

Na spacerze niedawno również mnie zaskoczył. Idziemy, idziemy, a on rzuca sobie patyk do przodu i skacze do niego na jednej nodze. Pytam co robi, a on mówi, że to taka zabawa, w której trzeba dojść do patyka na jednej nodze. Pytam skąd ją zna, a on mówi, że przed chwilą to wymyślił.


To jest coś co można nazwać naginaniem rzeczywistości do swoich potrzeb. Dziecko nie zna języka, świata i reguł w nim panujących. Kreuje rzeczywistość bez zastanowienia się nad tym czy tak akurat można. Myśli innymi kategoriami. Przy grze w policjantów i złodziei Gabi kłócił się z Tatą o zasady. Według niego zasady można zmieniać, bo to on wymyślił tą grę. Tata twierdził, że raz ustalonych zasad trzeba się trzymać. I tym różni się rzeczywistość dorosłego i dziecka. Może powinniśmy się tego od dzieci uczyć? Podpatrywać je i naśladować w ich upartości? Zrobić coś czasem wbrew zasadom? Dążyć do celu bardziej uparcie? Nagiąć rzeczywistość do swoich potrzeb? Myśleć nieszablonowo? Myślę, że można!

"Ci, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że są w stanie zmienić świat, są tymi, którzy go zmieniają."
 — Steve Jobs


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz