...to ma się wszystkiego dość. Dwa miesiące temu wróciłam do pracy, po dwóch latach "siedzenia w domu" o czym niektórzy z Was już wiedzą. W tym czasie dzieci zaczęły często chorować... Wiosenne przesilenie zdecydowanie im nie posłużyło. Dwa tygodnie temu bliźniaczki przeziębione i lekko kaszlące, z ropiejącymi oczkami trafiły do lekarza. Dostały krople do oczu, na kaszel i jakiś syropek. Przekonałam się, że mogą płakać na żółto-zielono. I ja mogę płakać, że przy powyżej 15 stopniach i pięknym słońcu muszę je trzymać w domu. Przeszło w miarę szybko.
Po Wielkanocy kaszel nasilił się bardzo Blance. Obie w ogóle miały gile do kolan. Postanowiłam nie dawać maludów do żłobka, tylko zawieźć je do Niani. Po drodze Blanka zwymiotowała. Kurtka, fotelik, tapicerka... Szybkie ratowanie się ręcznikami, maludy do Niani, a ja do pracy. Spóźniona. Tylko jak się skupić na pracy, gdy zostawia się chore dziecko? Wyjścia innego nie było :( Na szczęście po trzech godzinach opiekę przejmował Tata. Noc ciężka, kaszel było słychać u każdego potomka. Gabriel zwymiotował i na całe szczęście do ... nocnika. Był pod ręką Taty. Następnego dnia dzieci trafiły do lekarza z Tatą (tak wypadło - ja znowu musiałam być w pracy). Zapalenie oskrzeli. Antybiotyk (grrrr!) i inhalacje. Z apteki w dodatku dwa lekarstwa Tata wykupił zupełnie niepotrzebnie... Były już w domu. Zgroza. Kolejna ciężka noc. Tata postanawia wziąć wolne i siedzieć w domku. Piątkowym rankiem, kiedy myślałam, że jakoś ten ostatni dzień przeżyjemy, Nina zwymiotowała prosto na mnie poranne mleko i dopiero co podane leki... Musiałam wziąć prysznic. Znów dzieci 3 godziny u Niani. Jakby tego było mało w pracy okazało się, że w sobotę muszę jeszcze przyjść... Poszłam.
Teraz Gabrielowi jeszcze nie przechodzi, a Blanka i Nina są niemal wykurowane. Dziś mam wolne. Mam nadzieję, że w końcu ta zła passa minie. Fala choróbsk plus praca na etacie jest jak wojna. Stresu się najadłam co niemiara. Na chorujących dzieciach też się to odbija. Nawet na budżecie domowym. I po tym tygodniu muszę przyznać, że gdybym nie musiała wracać do pracy, gdyby Pan Mąż zarabiał więcej, "siedziałabym w domu" do trzeciego roku życia Bliźniaczek. A przy następnej potrójnej fali wywieszę białą flagę. Wezmę sobie tygodniową opiekę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz