12 marca 2015

W TO GRAMY! IV: A zatem wojna!

Ostatnio kupiliśmy zestaw podstawowych, znanych wszystkim gier. W środku były również karty do gry z postaciami Disneya. I musiałam przypomnieć sobie w co się grało w dzieciństwie. No bo przecież nie zagram z sześciolatkiem w pokera. I przypomniała mi się najprostsza gra w karty na świecie: Wojna. Nie pamiętam już kto mnie tej pierwszej karcianej gry nauczył. Wtedy karty miał chyba każdy wujek, dziadek, kuzyn, koleżanka... I graliśmy wszędzie. W domu, na plaży, u dziadków, na biwakach, na podwórku. Zwłaszcza na podwórku i to nie tylko w wojnę, ale i makao, pokera, tysiąca... Połowa nas, z okolicznych bloków, siedziała w okręgu na dużym betonowym progu przed klatką schodową i grała. Odkąd jestem dorosła nie spotkałam się ani razu z grupką dzieciaków z kartami do gry. 

Gra w wojnę jest najprostszą grą karcianą jaka istnieje i chyba nie muszę tłumaczyć Wam na czym polega, gdyż doskonale ją znacie :) Pięciolatek znający cyfry poradzi sobie bez problemu. Tą grę można w znakomity sposób wykorzystać do nauki liczenia i porównywania liczb. Młodszym dzieciom proponuję jednak karty typowe lub im podobne, by można było policzyć ile jest np. kierów na danej karcie. Nauczymy w ten sposób dziecko podstawowych pojęć matematycznych: liczba mniejsza "<", większa ">", równa "=". Możemy zadawać pytania jeśli dziecko ma kartę wyższą: "o ile Twoja liczba jest większa od mojej?" I odpowiednio jeśli ma niższą. Oczywiście nie zadawajmy tych pytań zbyt dużo :) W końcu to ma być zabawa. Możemy wyłączyć z gry figury, ale wytłumaczenie dziecku hierarchii "As - król - dama - walet" nie jest aż takie trudne :) Czas gry ustalają... karty, co z doświadczenia wiemy. Może trwać na prawdę długo, a może i raz dwa się skończyć. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz