5 sierpnia 2017

Wyjazd i nierozerwalna więź

Mija właśnie środek wakacji, szkoła odeszła już w niepamięć. Z wakacjami jest tak, że nam dorosłym wydają się nieziemsko długie. Zwłaszcza gdy pomyślimy o swoich zaledwie dwutygodniowych urlopach... Jak narazie w naszej rodzinie tylko Gabriel dobrze wie co to dwa miesiące nicnierobienia. W tej chwili mały ułamek tych paru tygodni swobody Gabriel spędza z moimi rodzicami. Postanowili zabrać go nad morze.

Dziś około południa mama zadzwoniła z meldunkiem, że bezproblemowo dojechali na miejsce.
- To co? Dam Ci teraz Młodego do telefonu.
Słyszę hałas.
- Halo? Halo?! Mama, ja Cie nie słyszę, tu tłum ludzi jest. 
I oddał telefon babci... Ani cześć, ani do widzenia, ani słowa, że tęskni i kocha. Cóż, z pewnością bawi się bardzo dobrze. Nawet jeśli otacza go tłum ludzi.

Siostry Gabriela wpadły w histerię okołowyjazdową. Najpierw Nina. Płakała strasznie przed jego wyjazdem. Długo musiałam jej tłumaczyć, że Gabi jedzie, a ona musi zostać. I w ogóle, że nie wróci zaraz, tak jakby ona tego chciała. Poszliśmy go odprowadzić do auta mojej mamy i pomachać na dowidzenia. Gdy samochód się oddalał, tym razem Blanka zaczęła płakać. Wyrywała mi się z rąk i krzyczała niczym młoda narzeczona żołnierza wyruszającego na wojnę. "Gabi! Gaaabi! Nie zabierajcie mi Gabisia!" Tuliła się do mnie i płakała jeszcze jakiś czas.

To było dość rozdzierające... Chwyciło mnie za serce. Miłość między rodzeństwem jest niesamowita. Jednego dnia kłócą się o swoja rację na śmierć i życie, a drugiego nie wyobrażają sobie jednego dnia osobno. Dziś jest już ok. Choć Nina wciąż pyta, przy każdym wyjściu z domu: "Mamo, to teraz? Jedziemy już po Gabiego?"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz