8 września 2014

Rok z bliźniakami

08 września 2013 roku przyszły na świat dwie Najwspanialsze Kruszynki na Świecie :) O samym ich pojawieniu się na świecie pisałam w tym poście. Od tamtego dnia minął rok... Jak to wyglądało?

Organizacja i (nie)przespane noce

Najtrudniejszy był pierwszy miesiąc ich życia. Tyle rozterek i różnych emocji przeżyłam na początku, że o tym przydałoby się napisać osobny post. Zakażenie rany, karmienie, koszmary... Na szczęście miałam nieocenioną pomoc :) Męża, mamy i teściowej. Podzielili się tak, że przez 6 tygodni miałam kogoś do pomocy. Z początku było mi też żal Gabiego, bo dwa tygodnie później rozpoczął przedszkole, ale dał radę się "wkręcić" w grupę.


Po trudnym początku przyszedł na prawdę błogi spokój. W trzecim miesiącu małe były już coraz bardziej zsynchronizowane, dzięki temu, że starałam się by zawsze razem piły mleczko z butli. I zawsze o tej samej porze kąpane, o tej samej porze chodziły na spacer, czyli o 13 gdy wychodziłam po Starszaka. Dzięki temu zaczęły również przesypiać noce. No może z wyjątkiem Niny, która częściej się budziła by jej dać cyca i spać dalej. W piątym miesiącu całkiem to zanikło :) Synchronizacja i organizacja to podstawa przy jednym dziecku, a co dopiero przy bliźniaczkach plus jeszcze jednym przedszkolakiem!

Po tym okresie, który trwał do ok 8 mca życia nadszedł czas ruchliwości i coraz rzadszych drzemek gdzie popadnie :) Gdy już do pełzania, raczkowania i siadania przystępowały, nie było tyle wytchnienia. Potrzebna była bramka do kuchni. I już nigdy nie miałam takiego porządku w domu jak wtedy gdy miały dwa miesiące... A to co jest teraz przechodzi ludzkie pojęcie.

Choroby, szczepienia i rehabilitacja

Choroby nas nie ominęły dzięki naszemu przedszkolakowi. Zarazków nie brakowało... Cały okres jesienno-zimowo-wiosenny katary, zapalenia gardła, oskrzeli, jedna biegunka. Zakupiłam inhalator, który był ratunkiem. Skakałam pod niebo z radości, że Gabi przeszedł ospę wcześniej w wieku trzech lat. Przeraziła mnie ilość antybiotyków jakie Małe już brały. Ze starszakiem obyło się w pierwszym roku bez wielkich chorób... Całe szczęście nie było zapalenia płuc, rota wirusa i szpitala :)

Szczepienia to jest inna bajka... Jak do lekarza nawet z dwójką chodziłam sama, tak na szczepienia zawsze musiałam mieć kogoś do pomocy. Niestety, to jest coś co przeżywa każdy rodzić przy takich maluszkach. Stres jest a dla dzieci jeszcze większy i zwłaszcza wtedy trzeba wziąć i przytulić, pocieszyć.

Rehabilitację przechodziła Nina ze względu na wzmożone napięcie mięśniowe. Dużo zajęć nie musiała przechodzić na szczęście. Jednak nie tylko dla niej było to pomocne, ale również dla mnie :) Od rehabilitantek wiele się można dowiedzieć o rozwoju własnego dziecka, ale również o ogólnym rozwoju ruchowym dzieci. Było to dobre doświadczenie, które pokazało jak ważna jest mądra zabawa z dziećmi.

Kop do zmian na lepsze

Dzięki powiększeniu naszej trzyosobowej rodzinki o 2 istotki w końcu chwyciliśmy za marzenia, które cały czas gdzieś były odkładane... Dom. Musimy zmienić warunki bytowe. Długo szukaliśmy działki i w końcu ją mamy. Projekt także, a 3 dni temu w prezencie na roczek chyba, dostaliśmy pozwolenie na budowę! Teraz jest to naszym priorytetem.

Dziecko się zmienia jak w kalejdoskopie... i zmienia nas

Utwierdzam się w przekonaniu, i to podwójnie, że człowiek w pierwszym roku życia przechodzi tyle zmian co w całym swoim życiu nie przejdzie :) Te wszystkie pierwsze razy... Te uniesienie główki, pierwsze uśmiechy, pierwsze przewrócenie z plecków na brzuszek, z brzuszka na plecy... Gaworzenie i śmianie w głos :) Odkrycie koloru oczu dziecka... Pierwsze chwycenie zabawki... Ach kocham te chwile i mam je w swoim sercu cały czas <3 Pierwsze siedzenie bez podpórki i pierwsze wstanie na nogi! Pierwsze "mama" "tata"... Nieopisana duma. Sama radość! Kocham obserwować moje dzieci. Na początku się zastanawiałam na co patrzą. Obserwowałam jak piją z piersi obie na raz, co jest nieopisanie cudownym doświadczeniem. Potem patrzyłam na ich rączki jak się bawią, jak ich paluszki są coraz bardziej precyzyjne... Na wszystko. Zdjęcia są przepięknym dokumentem tych zmian. A zwłaszcza zmian w wyglądzie. Która mama nie lubi ich przeglądać? Kocham się łapać na tym, że się śmieję: "O kurczę, jakie one były łyse..." :) Z początku były bardzo podobne i w czapeczkach były nie do rozróżnienia! Z każdym tygodniem różnice wychodziły coraz większe :) A teraz... widać, że są kompletnymi dwujajowcami.


Dzieci zmieniają wokół nas wszystko... Od organizacji czasu, po zwiększenie obrotów na maksa. Uczymy się od nich beztroski i radości. Dla mnie śmianie się i wygłupianie z dzieckiem działają jak lek na depresję. Uczymy się wrażliwości. Odkąd mam dzieci jestem bardziej wrażliwa na życiowe dramaty, a już przede wszystkim na przemoc wobec dzieci. Uczymy się czym jest miłość, wsparcie, pomoc, kompromis.

To był piękny rok :) Mogłabym pisać jeszcze trochę o minionym czasie, ale czekają nas następne miesiące, może nawet lata na blogu :) Będzie o czym pisać na pewno!


Z lewej Nina z prawej Blanka






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz